28 listopada 2019

"Królowa Tearlingu" Erika Johansen

Udostępnij ten wpis:
Cykl Królowa Tearlingu kupiłam jakiś czas temu na promocji. Skusił mnie opis i piękne wydania w twardych oprawach. Na półce wyglądały świetnie, ale jakoś ciągle nie mogłam się zdecydować na lekturę. W końcu zmotywowała mnie do tego akcja Fantastyczny Listopad, uznałam że najwyższy czas przeczytać pierwszy tom. Oczekiwałam lekkiej, trochę młodzieżowej fantasy. A co dostałam? Zapraszam niżej.

Młoda księżniczka musi upomnieć się o tron i stoczyć bój z potężną czarownicą w decydującej rozgrywce między światłością a mrokiem.

Kelsea dorastała w ukryciu, z dala od królewskiej twierdzy, i niewiele wie o straszliwej przeszłości Tearlingu. Jej przodkowie odpłynęli z chylącego się ku upadkowi świata, by stworzyć nowy, wolny od technologii. Jednak społeczeństwo podzieliło się na trzy zastraszone narody oddające hołd czwartemu: potężnemu Mortmesne pod rządami okrutnej Szkarłatnej Królowej.

W dniu dziewiętnastych urodzin Kelsea wyrusza w niebezpieczną podróż do stolicy, gdzie ma zająć należne jej miejsce na tronie Tearlingu. Jednak zło, jakie odkrywa w sercu królestwa, popycha ją ku śmiałemu czynowi, który otwiera Szkarłatnej Królowej drogę do zemsty. Śmiertelnie niebezpieczni przeciwnicy – od skrytobójców po ludzi posługujących się najmroczniejszą magią krwi – snują plany zamordowania dziewczyny.

Kelsea dopiero rozpoczyna walkę o ocalenie królestwa. Pełna zagadek, zdrad i niebezpieczeństw droga do jej przeznaczenia jest próbą ognia, z której wyłoni się legenda... lub która doprowadzi do jej upadku.” (https://galeriaksiazki.pl/pl/p/Krolowa-Tearlingu-TW/112)

Początkowo akcja powoli się rozkręca. Poznajemy Kelsea w domu jej opiekunów, gdy czeka na eskortę do zamku. Nie wiadomo dlaczego wychowywała się w ukryciu, otacza ją sporo tajemnic. Historia nabiera tempa, poznajemy więcej bohaterów, odkrywamy wraz z bohaterką tajemnice jej matki, przeszłość królestwa. Byłam niezmiernie zaintrygowana przyszłością (i przeszłością też, bo wciąż jest w niej wiele niewiadomych) młodej królowej. Jeszcze koleżanka powiedziała mi, że zakończenie jest dobre, więc już całkiem nie mogłam się od niej oderwać. Połknęłam ją w dwa wieczory.

To, co bardzo spodobało mi się w „Królowej Tearlingu”, to bohaterowie. Kelsea nie jest typową żeńską postacią. Ma zaokrąglone ciało, niewyróżniającą się twarz, uwielbia książki, wychowywała się w odosobnieniu, a do tego poci się i miewa tłuste włosy jak każda z nas. Takie normalne, a tak nietypowe. Popełnia błędy jak zwykła osoba, nie jest ideałem, ale stara się być jak najlepszym człowiekiem. I jak najlepszą królową. Bardzo polubiłam Lazarusa oraz Pena, strażników Kelsea. Oni również są wykreowani na normalnych. Owszem, każdy z nich ma wyjątkowy talent, ale nie są nieomylni.

Książka jest napisana lekko, czyta się ją bardzo szybko. Czasem uśmiechałam się pod nosem, gdyż bohaterowie mają poczucie humoru i zdarza się, że zwracają się do siebie w zabawny sposób. Jedyne z czym miałam problem, to z umiejscowieniem fabuły w czasie. Z jednej strony wszystko kojarzyło mi się z klimatem średniowiecza: zamek, łucznicy, rycerze, damy w sukniach. A nagle wspomniane są książki elektroniczne… To mnie trochę wybiło z rytmu, ale nie przeszkodziło w lekturze. Obawiałam się trochę, że powieść może być infantylna przez wzgląd na młody wiek bohaterki. Pomijając fakt szybkiego zauroczenia się (co można zrzucić również na życie w odosobnieniu), nie było nic, co wzbudziłoby moje zastrzeżenie.

Jest to pierwsza część trylogii, zostawia ona szerokie pole do popisu w następnych tomach. Nie wszystkie sekrety związane z Kelsea zostały wyjaśnione, dlatego moja ciekawość jest mocno rozbudzona. Sama w głowie mam pewne pomysły, zastanawiam się na różnymi rozwiązaniami. Według koleżanki drugi tom jest jeszcze lepszy, więc nie mogę się go doczekać. Na szczęście stoi już na półce i czeka na swoją kolej, a myślę że stanie się to bardzo szybko. Polecam fanom lekkiego fantasy, którym nie będzie przeszkadzać postać młodej głównej bohaterki. 

Tytuł oryginalny: The Queen of the Tearling; wyd. Galeria Książki; tłum. Izabella Mazurek; str. 486, luty 2015

Recenzja znajduje się również na:

26 listopada 2019

"Harry Potter i Czara Ognia" J. K. Rowling - wydanie ilustrowane

Udostępnij ten wpis:
Harry'ego Pottera nikomi nie trzeba przedstawiać. Nie każdy czytał o młodym czarodzieju, ale większość ma jakiekolwiek pojęcie, o czym są książki. Dla mnie powieści Rowling to wspomnienia dzieciństwa, pochłaniałam je wielokrotnie. Teraz, dzięki pięknym ilustrowanym wydaniom, mam okazję zrobić wielki powrót do magicznego świata.

„W tym roku w Hogwarcie odbędzie się Turniej Trójmagiczny, międzynarodowy konkurs umiejętności czarodziejskich, na który przybędą uczniowie z Bułgarii i Francji. Zgodnie z prastarymi regułami w turnieju uczestniczyć ma trzech uczniów - reprezentantów każdej ze szkół, wybranych przez Czarę Ognia. W tajemniczych i niewyjaśnionych okolicznościach wybranych zostaje czterech. Co z tego wyniknie dla Harry’ego i jego przyjaciół?” (https://mediarodzina.pl/prod/1771/Harry-Potter-i-Czara-Ognia---wyd--ilustrowane)

W tej części jest mniej ilustracji niż w poprzednich, ale tego można się było spodziewać. „Harry Potter i Czara Ognia” jest już naprawdę grubą książką, gdyby więc Jim Kay chciał wstawić zbyt wiele rysunków, zrobiłoby się z tego ogromne tomiszcze. Zapewne kolejna część również będzie miała mniej ilustracji. Nie zmienia to jednak faktu, że to co się pojawiło w tej wersji, sprawiło iż poczułam mroczny klimat opowieści. Rysunki cmentarza, trudnych zadań Turnieju Trójmagicznego, Voldemorta. Dużo stron jest w ciemnych barwach, co idealnie pasuje do mroku otaczającego Harry’ego, zbliżającego się zagrożenia. Na szczęście mamy też pełne barw obrazy z Finału Mistrzostw Świata w Quidditchu czy z przytulnej Nory (uwielbiam wizje Kaya w tym wypadku, są tak ciepłe!). To co podoba mi się od pierwszej części, to fakt iż ilustrator nie opierał się na filmach. Przelał na papier swoją własną interpretację tekstu, dlatego wygląd postaci jest inny, niż aktorów. Doceniam to, że nie poszedł na łatwiznę.

Mój stary egzemplarz Czary Ognia jest mocno sfatygowany. Czytałam go pewnie ze dwadzieścia razy. Teraz wracając (po kilku latach przerwy) do historii, zdałam sobie sprawę, jak wielu rzeczy nie pamiętałam. Jak miło było odkryć je na nowo! Jako, że ostatnio częściej oglądałam filmy (które trochę różnią się od książek), zupełnie zapomniałam, że to Zgredek pomógł Harry’emu przy drugim zadaniu. To było jak spotkanie ze starymi przyjaciółmi. Chociaż przeżywałam wszystko po raz kolejny, ciągle sprawiało mi to przyjemność, wzbudzało uśmiech.

Gdyby ktoś zapytał mnie, dlaczego tak lubię Harry’ego Pottera, to mogłabym wymienić kilka rzeczy. Rowling stworzyła magiczny świat, do którego sama za dzieciaka chciałam należeć. Jak cudownie byłoby dostać list z Hogwartu, uczyć się w wielkim zamku, gdzie na ścianach wiszą zaczarowane portrety, listy przynoszą sowy, nauczyciele uczą zaklęć, a posiłki jesz w gronie przyjaciół. Bohaterowie pokazujący nam, jak ważna jest miłość i przyjaźń. Główne trio nie zawsze się ze sobą zgadzało, ale potrafili wyciągnąć rękę na przeprosiny, wspierali się w trudnych momentach i troszczyli o siebie. Uwielbiam to, że książka mnie bawiła i wzruszała do łez.

Jeżeli ktokolwiek z Was zastanawia się, czy warto kupić ilustrowane wydanie Harry'ego Pottera, bez wahania powiem – WARTO! Jeżeli masz już starsze wydanie na swojej półce, nie martw się, żaden problem. Ilustracje pozwolą Ci odkryć świat magii na nowo. Jeżeli zastanawiasz się, czy kupić wydanie z rysunkami czy bez, to najlepiej mieć oba, bo to jest za duże na podróż ? Jest to świetny pomysł na prezent zarówno dla młodego czytelnika, jak i starszego potteromaniaka. Ja już z niecierpliwością czekam na „Harry'ego Pottera i Zakon Feniksa” w tym genialnym wydaniu. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina. 

 Tytuł oryginalny: Harry Potter and Goblet of Fire; wyd. Media Rodzina; tłum. Andrzej Polkowski; str. 468, październik 2019

Recenzja znajduje się również na:

14 listopada 2019

"PS. Kocham Cię na zawsze" Cecelia Ahern

Udostępnij ten wpis:
Biorąc po uwagę fakt, że lubię Cecelię Ahern oraz to, że moja mama od kilku lat posiada egzemplarz „PS. Kocham Cię”, bardzo zaskakujące jest, że dopiero teraz po nią sięgnęłam. Ale lepiej późno niż wcale! Zrobiłam to oczywiście przez wzgląd na premierę drugiej części, „PS. Kocham Cię na zawsze”. Głupio byłoby zaczynać historię od kontynuacji, więc szybko zmobilizowałam się do lektury. Ale nie o pierwszym tomie będę tutaj pisać, chociaż na pewno o nim wspomnę.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia