1 sierpnia 2018

"Wirus" Graham Masterton

Tytuł: Wirus
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo: Rebis
Premiera: 22.05.2018
Tłumaczenie: Piotr Kuś
Tytuł oryginalny: Ghost Virus
Liczba stron: 320




To, że uwielbiam Mastertona, nie jest żadną tajemnicą. Książki kupuję w ciemno, często nie czytając nawet opisów, bo i tak chcę je mieć wszystkie (z wyjątkiem poradników i kilku pierwszych powieści obyczajowych). Ograniczam się więc tylko do krótkiej myśli „mam już czy nie?”, po czym z radością kupuję kolejne pozycje. Jestem jednak świadoma, że autor ma swoje lepsze i gorsze historie, nie twierdzę ślepo, że każda jest rewelacyjna i trzeba ją przeczytać. W tym roku na rynku ukazują się wznowienia starszych tytułów Mastertona, ale również nowości. Jedną z nich jest Wirus. Było warto spędzić z nią czas, czy można sobie darować? Odpowiedź poniżej.


„W peryferyjnej dzielnicy Londynu, Tooting, dochodzi do tajemniczych zgonów. Piękna Pakistanka, Samira, pozbawia się życia, ponieważ nie chce pojąć za męża człowieka, którego przeznaczyli dla niej rodzice. Inna spokojna dziewczyna, Sophie, okrutnie zabija poniewierającego nią chłopaka. Bezbarwny mąż-pantoflarz, David, niespodziewanie morduje żonę, która tyranizowała go od wielu lat…

Detektyw Jeremy Thomas Pardoe wraz z detektyw Jamilą Patel usiłują rozwikłać zagadkę nagłych zgonów. Wkrótce odkrywają, że jedynym elementem łączącym samobójczynię i morderców są ubrania pochodzące z pewnego londyńskiego second handu.”

Wirus to książka dla czytelników, którzy lubią mroczne klimaty, nie odrzucają ich brutalne, krwiste i często chore wizje autora. Nie jest to pierwsza powieść Mastertona, przy lekturze której zastanawiam się, co pisarz bierze i skąd czerpie inspiracje do swoich historii. Często czytam książki, w których są opisy okrutnych, wręcz bestialskich zbrodni. Jednak podczas lektury Wirusa miałam wrażenie, że jest tego za dużo, zbyt mocno i trochę obrzydliwie. Autor nie bawi się i zasypuje odbiorcę szczegółami. Początkowo dziwiłam się oznaczeniu +18 na okładce, jednak w trakcie czytania zaczęłam rozumieć ostrzeżenie wydawcy.

Pomysł na książkę zrodził się w głowie autora za sprawą znajomości z pracownicą sklepu z używaną odzieżą. Pomysł jakże oryginalny, któż bowiem słyszał o tym, aby ubrania mordowały ludzi? Ci, którzy pomyślą, że to jakaś dziwaczna wizja, nie mijają się z prawdą. To była osobliwa historia, odrealniona w każdym calu. I nie mówię tu wcale o tym, że takie coś nie może się zdarzyć w prawdziwym życiu. Wiele horrorów opiera się na motywach, które nie mają miejsca w rzeczywistości. Jednak krwiożercze ubrania… Dla mnie to była jazda bez trzymanki, Masterton popuścił wodze fantazji. Z jednej strony uważałam to za przesadę, głupie i tandetne rozwiązanie w stylu filmów Zabójcze sushi czy Mordercza opona, a z drugiej czemu nie? Autor podał logiczne (chociaż wiem, że to słowo brzmi dziwnie w tym kontekście) wytłumaczenie zachowania ubrań. Kupuję to.

Uwielbiam Mastertona, ponieważ ma wybitny talent do działania na moją wyobraźnię. Jego styl, dosłowne opisy, wariackie koncepcje, wszystko to sprawia, że niejednokrotnie po lekturze jego książek nie mogłam spokojnie spać. Bałam się zgasić światło, bo przed oczami miałam wydarzenia z powieści. Nie inaczej było tym razem. Nawet w biały dzień przypominałam sobie sceny z Wirusa. Dodatkowo książkę, podobnie jak poprzednie, czyta się bardzo szybko. Nawet cierpiąc na kryzys czytelniczy, w ekspresowym tempie przewracałam kolejne strony.

Jeżeli lubicie autora, na pewno sięgniecie po Wirusa. Jeżeli dopiero zaczynacie swoją przygodę z pisarzem, możecie się mocno zdziwić dosadnością opisów i pomysłami Mastertona. Chyba, że jesteście starymi wyjadaczami horrorów, takich starej daty. Mało gry psychologicznej, a dużo tryskającej na boki krwi. Wtedy powinniście być zadowoleni.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

 Recenzja znajduje się również na:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz