27 lutego 2017

167. "Babski wieczór" Mary Kay Andrews


Która z nas nie lubi spotkać się z koleżankami przy winie, kawie, ciastku, aby porozmawiać, pośmiać się, poplotkować i wyżalić w kobiecym gronie. Takie spotkania pań są relaksujące i mają swój urok, w końcu jest to czas tylko dla płci pięknej, gdzie wreszcie można porzucić bycie idealną gospodynią domową albo zabieganą businesswoman i odprężyć się. Kto nas, drogie czytelniczki, zrozumie lepiej niż druga kobieta? Bohaterki Babskiego wieczoru również mają swoje spotkania, chociaż doszło do nich z zupełnie innych powodów.

Nic nie zapowiadało burzy, która nagle wpadła do życia Grace. Miłość w domu, sukcesy w pracy, bogate plany na przyszłość… Aż jednego wieczoru Grace wjechała do basenu nowiutkim kabrioletem męża, w którym przyłapała go na zdradzie z asystentką. Swoją asystentką. Sędzia wysyła ją na terapię dla eksmałżonków, a spotkania szybko zamieniają się w rozmowy przy margaricie i pomagają bardziej, niż niejedna sesja.

Babski wieczór skusił mnie swoim opisem, czekałam na książkę pełną humoru, przy której będę mogła się nieźle zabawić i pośmiać. Dostałam coś innego, ale równie dobrego. Nie była to powieść, przy której zrywałam boki ze śmiechu, ale miała swoje momenty. Była za to bardzo pozytywna, czułam przy niej lekkość i miałam wrażenie, jakby wszystko w życiu dało się zrobić, nie było rzeczy niemożliwych, a każda przeszkoda była tylko motywatorem do cięższej pracy i kolejnym doświadczeniem. Grace straciła męża, poczucie własnej wartości, ukochaną pracę, dom. A jednak odnalazła w sobie nowe pokłady energii, wyciągnęła z tej gorzkiej lekcji nauczkę i wyszła na prostą. Ba! Poczuła się nawet lepiej w swojej skórze.

Powieść Mary Kay Andrews jest świetną propozycją dla czytelniczek. Lekka, dobrze napisana historia o kobietach, o pokonywaniu zakrętów na drodze, o sile przyjaźni i drugich szansach. Dałam się porwać od początku, poprzez prosty i przyjemny styl autorki, ciekawą postać Grace, którą polubiłam od pierwszej chwili – trzeba mieć charakter, żeby wjechać ukochanym samochodem męża do basenu! - a także samą historię, która wzbudzała we mnie emocje. Nie chciałabym spoilerować i zabierać Wam radości z czytania, ale zdarzało mi się odkładać książkę na bok w przypływie złości. Tak bardzo wciągnęła mnie opowieść, tak dopingowała Grace, że przeżywałam jej losy i autentycznie denerwowałam się przy niektórych wątkach.

Książka podobała mi się tym bardziej, że jej główna bohaterka to znana blogerka lifestylowa. I chociaż nie czytam takich blogów, to już sam fakt, iż Grace również publikowała w internecie, dzieląc się swoją pasję, a także pracując w ten sposób, był dla mnie interesujący. Byłam pod wrażeniem tego jak bardzo Grace angażuje się w prowadzenie bloga, ile czasu mu poświęca i – co najważniejsze – że sprawia jej to autentyczną przyjemność, a nie jest tylko żmudnym obowiązkiem, źródłem utrzymania.

Babski wieczór to jedna z ciekawszych propozycji z literatury kobiecej, którą miałam przyjemność ostatnio czytać. Na pewno polecę ją mojej mamie i koleżankom, myślę że będą zadowolone z lektury.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.




Recenzja znajduje się na:
Lubimy czytać 

22 lutego 2017

166. "Skaza" Cecelia Ahern


Cecelia Ahern należy do grona moich ulubionych autorek. Kiedy tylko mam okazję, bez wahania sięgam po jej książkę. Jest jedną z lepiej znanych pisarek literatury kobiecej, dzięki PS. Kocham Cię czy Love, Rosie. Tym razem Ahern pokusiła się o powieść młodzieżową. Nie mogłam odpuścić sobie przyjemności czytania, będąc tym bardziej ciekawa, jak sprawdzi się w nowym dla siebie gatunku. Już na wstępie mogę powiedzieć, że dałam się porwać historii.

17-letnia Celestine, wzorowa obywatelka i uczennica, zostaje ukarana przez Trybunał. Cierpiąc w bólu, czując się osamotniona i zagubiona, kiedy jej dotychczasowe ideały upadają, dziewczyna staje się ikoną rewolucji. I chociaż sama nie chce być z nią utożsamiana, jej odwaga otworzyła innym oczy na postępowanie Trybunału, narzucającego ludziom wartości i postawy moralne. Czy napiętnowanej nastolatce uda się uciec i obalić rząd?

Wciągnęłam się, naprawdę wciągnęłam się w historię, którą stworzyła Ahern. Książkę połknęłam w ekspresowym tempie, bo nie mogłam się od niej oderwać. Tak, jest to młodzieżówka. Tak, już dawno skończyłam naście lat. Ale czy to ważne, kiedy trafia Wam w ręce ciekawa opowieść, która umila Wam czas? Według mnie nie. Tym bardziej, że Skaza nie jest wcale głupiutką i naiwną historyjką. Autorka bowiem jak zwykle poruszyła ważne tematy, podając je czytelnikowi w ładnym i przyjemnym opakowaniu. Czy można wyznaczyć twarde i nienaruszalne zasady moralne, a może czasem trzeba być elastycznym i dopasowywać się do otoczenia? Nie wszystko zawsze jest czarno-białe, świat ma wiele odcieni, trzeba poszerzyć swoją perspektywę patrzenia.

Główną bohaterką powieści jest Celestine, która była dumna z tego, że postępuje według zasad i jest wzorem do naśladowania. Niespodziewanie dla niej samej, zaczęła dostrzegać drobne rysy na obowiązujących zasadach, zupełnie nie mogąc zrozumieć, dlaczego nikt jej nie rozumie. Czy to ona stała się zła, czy też może to świat nie jest tak idealny, jak wcześniej się jej wydawało? Ta młoda dziewczyna dojrzewa na łamach powieści, nie tylko otwiera szerzej oczy, ale również rozwija w sobie wcześniej nieznane cechy. Celestine to idealistka z pozytywnym nastawieniem, której nagle podcięto skrzydła.

Skaza to kolejna powieść, w której pojawia się motyw złego rządu, który sprawuje pełną kontrolę nad społeczeństwem. Jednak sposób, w który pilnuje dyscypliny i czego dotyczy, jest dla mnie nowy i ciekawy. Czytanie o środkach stosowanych przez Trybunał budziło we mnie emocje, niekoniecznie te pozytywne.

Kiedy skończyłam ostatnie strony lektury, odłożyłam ją z wielkim hukiem. Nie tak miała zakończyć się ta historia! Co to za zakończenie! Odetchnęłam z ulgą, widząc że drugi tom już wkrótce będzie miał premierę, tylko czekać jak przetłumaczą go na język polski. Nie mogę się bowiem doczekać dalszej akcji, koniecznie muszę poznać losy Celestine. Myślę, że Ahern świetnie spisała się w roli autorki powieści dla młodzieży. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat.


Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Matras || Bonito || Empik || Gandalf

16 lutego 2017

165. "Pieśń królowej" Elizabeth Chadwick





Książki historyczne nigdy specjalnie mnie nie interesowały. Jestem – co tu dużo ukrywać – beznadziejnie słaba z historii, więc szerokim łukiem omijałam wszystko, co było z nią związane. Do tego często miałam wrażenie, że wiele z nich – zwłaszcza z powieści skierowanych do kobiecego grona – to po prostu tanie romansidła. Teraz zaczynam pluć sobie w brodę, bo mogło mnie tak wiele ominąć! Niespodziewana przesyłka z Pieśnią królowej Elizabeth Chadwick zaskoczyła mnie, a jeszcze bardziej byłam zdumiona, gdy książka autentycznie przypadła mi do gustu.

Eleonora Akwitańska, Alienor, była królową Francji i Anglii, żyjącą ponad osiemset lat temu. Jej odwaga, ambicja i mądrość, a także upór sprawiły, że stała się jedną z ważniejszych kobiecych postaci w historii. Po śmierci ojca, trzynastolatka została zmuszona do ślubu z księciem Ludwikiem, przyszłym królem Francji. Młodziutka Alienor szybko zasiądzie na tronie u boku niewiele starszego męża, a przyszłość która miała być tak spokojna i kolorowa, zaczyna być coraz trudniejsza.

Jak wspominałam wcześniej, jestem słaba z historii. Nie kojarzyłam postaci Eleonory Akwitańskiej, więc jej losy były dla mnie tajemnicą. Mogłam czytać książkę i przeżywać wydarzenia, które były w niej opisane. Polubiłam rezolutną dziewczynę, wciągnęłam się w opowieść o jej życiu, nie chciałam odrywać się od lektury. I nie ma w tym ani krzty kłamstwa czy koloryzowania. Naprawdę zaciekawiły mnie jej dalsze losy. Była taka młoda, a tak szybko musiała dojrzeć. Jej małżeństwo nie należało do udanych, jej mąż był dewocyjnie pobożny, nieprzygotowany do bycia królem. Obsesyjnie pragnął mieć syna, swojego spadkobiercę, a także dowód na to, iż jest prawdziwym mężczyzną (wierzono, iż mężczyzna, który nie jest w stanie spłodzić syna, jest słaby). Dopingowałam królowej, moje wewnętrzne ja głośno tupało nogą na głupotę i bezczelność Ludwika. Dlatego też nie mogłam oderwać się od Pieśni królowej. Ja po prostu musiałam się dowiedzieć, czy uda się jej wreszcie wyplątać z tego nieszczęśliwego związku.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Elizabeth Chadwick. Jest cenioną brytyjską pisarką powieści historycznych, których ma na swoim koncie blisko dwadzieścia. Jest członkinią Regia Anglorum, wczesnośredniowiecznej grupy rekonstrukcyjnej. Przeprowadza swoje własne badania, które służą jej jako materiały do książek. Pieśń królowej oparta jest na zdobytej przez nią wiedzy, na informacjach ze źródeł, do których udało się jej dotrzeć. Przedstawia rzeczywiste postaci tak, jak utrwaliły się na łamach historii. Pewne wątki to czyste spekulacje autorki, domysły, które powstały po przeczytaniu annałów.

Książkę czytało mi się niezwykle szybko i przyjemnie. Alienor okazała się być barwną postacią, wartą uwagi, a jej losy zaintrygowały mnie i wciągnęły. To silna kobieta, która zna swoją wartość. Dobrze wykształcona, potrafiąca też czytać zachowania ludzi. Do tego styl Chadwick jest dobry, tylko ułatwia czytanie. Prawdziwe dzieje potrafiła przekształcić w interesującą powieść, która mnie trzymała w napięciu. Pieśń królowej to również kopalnia wiedzy na temat dawnych obyczajów, etykiety, tradycji. Mogłam się z niej dowiedzieć jak traktowano kobiety, jaką odgrywały one rolę w życiu swoich partnerów, a także w społeczności.

Po skończeniu lektury miałam zamiar sięgnąć do źródeł i poczytać o królowej. Zmieniłam jednak zdanie, gdy dowiedziałam się, że w przygotowaniu jest już drugi tom cyklu. Nie chciałabym psuć sobie przyjemności czytania. Mogę polecić Wam Pieśń królowej z czystym sumieniem. Cieszę się, że książka tak nieoczekiwanie trafiła w moje ręce i mogłam ją przeczytać. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyńskiemu.




Recenzja znajduje się również na:

8 lutego 2017

164. "Naznaczeni śmiercią" Veronica Roth


Naznaczeni śmiercią to nowa książka Veronici Roth, autorki bestsellerowego cyklu Niezgodna. Poprzeczka była postawiona wysoko, gdyż wcześniejsza seria osiągnęła ogromny sukces, pokochały ją miliony czytelników na świecie, doczekała się ekranizacji. Najnowszy tytuł został świetnie rozreklamowany. Czy słusznie?

Akos należy do ludu Thuvhe. Ceni swój kraj, a ponad wszystko liczy się dla niego rodzina.

Cyra to młodsza siostra okrutnego władcy Shotet. Po śmierci rodziców skazana jest na posłuszeństwo bratu.

Ona zadaje ból, on może go powstrzymać. Ich losy splotą się ze sobą, gdy Akos i jego brat zostaną porwani przez Shotet. Czy dwójka tych młodych ludzi odnajdzie wspólny język? Czy będą w stanie pomóc sobie nawzajem, a może ulegną wpływom swojego ludu i popadną w nienawiść?

Miałam przyjemność czytać Niezgodną. Książka podobała mi się, stąd też miałam pewne oczekiwania w stosunku do Naznaczonych śmiercią. Chciałam równie wciągającej historii, czegoś co mnie porwie od początku do końca. No cóż… Początek mnie nie oczarował. Po kilku pierwszych stronach myślałam tylko o tym, żeby później było lepiej, bo inaczej byłabym zawiedziona. Na szczęście szybko moje prośby zostały spełnione, coś zaczęło się dziać. A dalej poszło już z górki. Akcja wciągnęła mnie, bohaterowie zaintrygowali, chciałam znać ich dalsze losy, dlatego też nie mogłam oderwać się od książki i szybko ją skończyłam.

Fabuła rozciągnięta jest w czasie, tak że miałam możliwość oglądać dojrzewanie bohaterów, ich przemianę. Akos z drobnego, nieśmiałego dzieciaka wyrósł na dobrze zbudowanego, przystojnego młodego mężczyznę. Nie tylko jego wygląd uległ zmianie, ale również charakter. Stał się silny, twardy, a zarazem inteligentny i otwarty. Cyra dalej była piękną dziewczyną, znacznie mądrzejszą niż inni przypuszczali. Pod twardością i oziębłością, kryła swoje wrażliwsze oblicze. Z biegiem czasu oboje uczyli się czegoś o sobie nawzajem, ale również o własnych słabościach i mocnych stronach.

W książce pojawiają się ciekawe elementy, jak wizje Wyroczni, dary czy losy, które otrzymują wybrani. Wyrocznie widzą przyszłość, jednak dostrzegają wiele jej wariantów. Podobnie bywa z losem, który przepowiadają ludziom. Niektóre osoby mogą poznać jeden aspekt ze swojego, który – niezależnie od tego co uczynią, jak bardzo będą chcieli zmienić swoje życie – wydarzy się w przyszłości, do którego nieuchronnie zmierzają. Bohaterowie posiadają również dary, każdy w jakiś sposób powiązany z ich charakterem.

Naznaczeni śmiercią to science fiction skierowane do młodzieży, jednak ja – pomimo skończenia dwudziestu paru lat – dobrze bawiłam się przy lekturze. Język jest prosty, ale nie infantylny, przyjemny w odbiorze. Bohaterowie są młodzi, jednak trudy życia szybko sprawiły, że dojrzeli, nie są więc naiwni i dziecinni. Sama historia jest wciągająca. Zanim się obejrzałam, obróciłam ostatnią stronę i nie kryję ciekawości w związku z kontynuacją. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Bonito || Empik || Gandalf  

2 lutego 2017

163. "Mnich" Matthew Gregory Lewis


Matthew Gregory Lewis napisał Mnicha, gdy nie miał skończonych 20 lat. Opublikował książkę w 1796 roku, a samo napisanie historii zajęło mu 10 tygodni. Chociaż od jej premiery minęło już tyle lat, wciąż budzi emocje i kontrowersje.

Mnich to opowieść o młodym mnichu, pobożnym i bardzo szanowanym Ambrozjo, wzorze dla innych, który zbierał tłumy wyznawców podczas swoich przemówień. Ta idealna postać zaczyna jednak mieć rysę, a spokój mężczyzny zostaje gwałtownie zburzony. Rozbudzona żądza szuka ujścia, dąży do rozkoszy za wszelką cenę.

Lewis był pierwszym, który przedstawił postać mnicha jako osoby złej, złoczyńcy, grzesznika. Po wielu latach życia w złotej klatce, Ambrozjo wychodzi do ludzi i zaczyna rozumieć, że jest tylko człowiekiem, że nie posiada wystarczającej siły, aby oprzeć się pokusom prawdziwego świata. Po zaznaniu pierwszych przyjemności cielesnych, pragnie więcej. Szybko traci dla niego swą powabność kochanka, tak oddana i wierna. Chce nowej, czystej, niewinnej duszy. W napadzie egoizmu i emocji nie dba o uczucia „wybranki”. Liczy się jego satysfakcja, święcie wierzy, że i jego luba zatraci się w miłości, gdy tylko pozna jego zamiary. W końcu która odmówi wielkiemu Ambrozjo?

Nie czułam się zgorszona faktem, iż młody mnich odczuwał pożądanie. To tylko mężczyzna i jego prawdziwe oblicze, tak stworzyła go natura. Byłam jednak oburzona obłudą Ambrozja, tym że innym grzechy wypominał, a sam w swojej celi zażywał cielesnych rozkoszy, wbrew regułom zakonu i wiary. Potępiałam jego występki, ślepe dążenie do spełnienia swoich celów, zignorowanie próśb i błagań niewinnej niewiasty. Kimkolwiek Ambrozjo by nie był, spotkałby się z taką samą wzgardą z mojej strony. To już nie było czyste pragnienie, a chore skrzywienie!

W powieści występują również inne wątki, które wzbudziły we mnie ciekawość, jak chociażby losy Agnes, oddanej przez rodzinę do zakonu w ramach dziękczynienia. Jej brat, Lorenzo, również ma swój wkład w historię. Ich dzieje przeplatają się z główną fabułą, uzupełniając się i dodając książce pełni.

Mnich jest powieścią transgresywną, przekracza pewne granice moralne, wzbudza w czytelnikach emocje. Pokazuje jak łatwo można spaść z piedestału, gdy człowiek ślepo oddaje się swoim popędom, traci głowę i rozsądek. Dotyka pewnej prawdy o człowieku, o jego prawdziwej naturze i pragnieniach. Delikatnie drga erotyczną nutkę, jednak nie rozpalił moich fantazji. Autor wzbudził moją ciekawość, zaintrygował losami bohaterów, tak że z zainteresowaniem oddawałam się lekturze.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Bonito || Empik || Gandalf