27 listopada 2017

184. "Nigdy nie zapomnę" Kerry Lonsdale


Tytuł: Nigdy nie zapomnę
Autor: Kerry Lonsdale
Wydawnictwo: Znak
Premiera: 14.08.2017
Tłumaczenie: Aleksandra Kamińska
Tytuł oryginału: Everything We Keep
Liczba stron: 400

 
Nadszedł dzień wymarzonego ślubu Aimee. Jednak zamiast białej sukni, młoda kobieta przywdziewa czerń i idzie na pogrzeb swojego ukochanego, Jamesa. Po pogrzebie podchodzi do niej nieznajoma kobieta, twierdząca że mężczyzna nie zginął. Aimee ucieka od niej, jednak ziarno wątpliwości zostało w niej zasiane. Pomimo starań całej rodziny i bliskich, nie może pogodzić się ze śmiercią Jamesa, dopóki nie dowie się, co się z nim naprawdę stało. Czy James żyje? A może to tylko złudna nadzieja zakochanej kobiety? 

Kerry Lonsdale stworzyła historię, której nie życzę nikomu. Pochować ukochanego mężczyznę, w dniu, w którym miało się zostać jego żoną, musi być niewyobrażalnie trudne. Zamiast ronić łzy radości, opłakujemy śmierć bliskiej osoby, z którą chcieliśmy spędzić resztę życia. Nie dziwię się, że biedna Aimee nie mogła pogodzić się ze stratą, zwłaszcza tak nagłą, niespodziewaną i tajemniczą. Prawda daje spokój, wtedy można zakończyć sprawę i żyć dalej. Na to przynajmniej
liczyła bohaterka.

Od pierwszej do ostatniej strony byłam zainteresowana tą historią, ani na moment nie tracąc zapału do lektury. Obojętne czy właśnie przeważał wątek obyczajowy, uczuciowy, czy też sensacyjnego poszukiwania prawdy. Wszystko było ciekawe, dobrze napisane i skonstruowane. Jak dla mnie, to nie było słabszego momentu, przy którym bym się nudziła. Lonsdale udało się zagrać na moich emocjach, zapewniając mi emocjonalny rollercoaster. Od smutku, poprzez nadzieję, szczęście, złość, niepewność, aż do... Nie będę spoilerować zakończenia, ale powiem Wam, że mam mieszane uczucia. Było dobre, zaskakujące, poruszyło moją wrażliwą stronę, ale czuję się rozdarta.

Wydawać by się mogło, że Nigdy nie zapomnę to kolejna "babska" powieść, oklepana, schematyczna i do szybkiego zapomnienia. I tu wszyscy się mylą. Owszem, jest to powieść z literatury kobiecej, "babska" w dobrym tego słowa znaczeniu, ale łączy w sobie szczyptę dramatu i thrillera, gra na emocjach i trzyma w napięciu, a zakończenie... Same się przekonajcie. Do polecenia koleżance na chłodny jesienny wieczór lub po ciężkiej pracy, wciągająca, i - pomimo smutnego wątku - odprężająca. Najpierw przeczytała ją moja współlokatorka, później ja dałam się wciągnąć historii. Jedna z przyjemniejszych i intrygujących powieści z gatunku, które miałam ostatnio okazję czytać. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

Recenzja znajduje się również na:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz