14 kwietnia 2017

172. "Strażnicy światła" Abby Geni


Strażnicy światła to debiut Abby Geni, nowość na naszym rynku. Jeszcze przed premierą słyszałam wiele pozytywnych opinii i to właśnie one sprawiły, że zwróciłam uwagę na ten tytuł. Opis mnie zaintrygował, skojarzył mi się z I nie było już nikogo Agathy Christie. Stwierdziłam, że to jest to, to będzie wciągająca lektura, która powali mnie na kolana (zgodnie z zapowiedziami).

Miranda jest fotografem przyrody. W ramach swojej pracy przenosi się na rok na Wyspy Farallońskie, aby robić zdjęcia dzikiej przyrody. Wprowadza się do małej chatki, gdzie za współlokatorów ma kilku naukowców, pasjonujących się w badaniach nad ptakami morskimi oraz rybami zamieszkującymi pobliskie wody. Wkrótce Miranda zostaje zaatakowana przez jednego z uczonych, który kilka dni później zostaje znaleziony martwy…

Czytając opis książki, a zwłaszcza fragment, w którym zapowiadane są kolejne akty przemocy, podejrzenia Mirandy w stosunku do swoich towarzyszy i jej brak zaufania, spodziewałam się sporej dawki emocji, napięcia, dreszczyku. Jak pisałam wcześniej, od razu miałam skojarzenia z kryminałem Christie. Tymczasem dostałam coś zupełnie innego. Nie tylko od I nie było już nikogo (co oczywiście jest plusem), ale również od moich oczekiwań. Myślałam, że zagrożenie będzie rosnąć, główna bohaterka będzie drżeć o swoje życie, uwięziona na odludziu z grupą zbzikowanych naukowców. Pod tym względem zawiodłam się, a moje nadzieje nie zostały spełnione. Miranda owszem, żyła na skalistym archipelagu, gdzie czekały na nią liczne niebezpieczeństwa, ale głównie związane z dzikimi zwierzętami i trudnym terenem. Ponurego charakteru historii dodawało otoczenie, w którym rozgrywała się akcja.

Brawa dla autorki za oddanie klimatu wyspy. Czytając mogłam sobie doskonale wyobrazić opisywane miejsce. Przed oczami stało mi skaliste wybrzeże, otoczone gęstą mgłą. Aż miałam ochotę mocniej opatulić się kocem. Słyszałam krzyk ptaków zataczających koła na niebie i szukających swojej ofiary. Widziałam czające się w głębinach rekiny, a także majestatyczne wieloryby. Wyobrażałam sobie dzikość krajobrazu, jego surowość, nieskażoną przez człowieka. Chociaż sama nie mogłabym żyć w takim oddaleniu od cywilizacji i bliskich, a także klimat Wysp Farallońskich nie przypadłby mi do gustu, mogłam po części zrozumieć, dlaczego Miranda zakochała się w tym miejscu.

Akcja powieści toczy się powoli, jest leniwa i jakby trochę ospała, senna. Może to klimat wyspy, może inne czynniki. Duża część książki poświęcona jest zwierzętom, które badają naukowcy. Miranda ogląda je, fotografuje, jest biernym obserwatorem pierwotnych instynktów, nietkniętej przyrody. Podczas wielu godzin spędzonych na obserwacjach, Miranda wspomina swoje pracę, rodziców. Strażnicy światła to analiza uczuć bohaterki, jej charakteru i doświadczeń, które wpłynęły na jej życie. Abby Geni pokazuje również, jak ludzie uczą się nie ingerować w naturę, a także w życie swoich współtowarzyszy. Tutaj również stają się biernymi obserwatorami, prawie jakby badali ludzką naturę.

Dopełnieniem powieści, a zarazem wytłumaczeniem skąd się wziął tytuł, jest legenda o poprzednich mieszkańcach wyspy; legenda, w której przewija się nazwa Wyspa Umarłych.

Strażnicy światła mieli być olśniewającym debiutem. Przyznaję, że dostałam ciekawą lekturę, wciągającą pomimo swojej spokojnej narracji i powolnej akcji. Książka jest dobrze napisana, bohaterowie są interesujący, ale odczuwam niedosyt. Nie zachwyciłam się nią tak, jak tego oczekiwałam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

 Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Matras || Bonito || Empik || Gandalf || Wydawnictwo Kobiece || Tania Książka || Granice || Illuminatio || Czary Mary

3 komentarze:

  1. Szkoda, że jednak nie było efektu wow.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka ma tak niesamowita okładkę, że nie mogę oderwać od niej wzroku :) jednak ciągle się waham czy po nią sięgnąć. Przeczytałam parę recenzji i co najbardziej zaskakujące nie natrafiłam na żadną negatywna . Większość czytelników właśnie pisze, że czegoś tu zabrakło.. podobała mi się Twoja recenzja i blog w ogóle. Dodaje do obserwowanych i będę zaglądać po inspiracje . Zapraszam również do mnie
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabierając się za tę książkę spodziewałam się zupełnie innych klimatów. Nie mówię, że się zawiodłam, ponieważ znalazły się i momenty grozy rodem z najlepszych thrillerów, intrygujące portrety psychologiczne, które znacznie wpłynęły na odbiór fabuły i zapierające dech w piersiach opisy przyrody, której niedostępność wywoływała ciarki :)
    Nie oczekiwałam, że Strażnicy światła poruszą mnie w taki sposób, dlatego polecam tę książkę każdemu, kto ma ochotę na drobne zaskoczenie i odpoczynek od konwencjonalnej literatury!
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń