21:43:00

142. "Królowie Dary" Ken Liu

142. "Królowie Dary" Ken Liu

O Królach Dary Kena Liu usłyszałam nagle, ale z ogromną intensywnością. Wszyscy chwalili, czekali na polską premierę, a ja – skuszona dobrymi opiniami – powiedziałam sobie: chcę ją przeczytać! Tak, zdecydowałam się być followersem, pójść za wszystkimi. I to był świetny krok!

Kocham fantastykę, od dziecka był to jeden z moich ulubionych gatunków. Chętnie sięgam po tytuły polecane przez innych czytelników, aby poznać ciekawe pozycje. Jakieś dwa lata temu zaczęłam Pieśń lodu i ognia Martina, jednak mój entuzjazm osłabł po trzecim tomie i póki co nie powróciłam do przerwanej serii. Coś jednak pamiętam z tych książek i Królowie Dary trochę mi przypomnieli tamtą historię. Dlaczego? Królestwa żyjące pod wodzą jednego cesarza, powstają przeciwko niemu. Zaczyna się rebelia trwająca latami, a wielu dąży do zdobycia władzy. Każdy obwołuje się królem, księciem, markizem, hegemonem, rozdaje tytuł na prawo i lewo. Walka o władzę jest brutalna, często nie zna litości.

Na początku miałam problem z odnalezieniem się w historii, gdyż szybko wprowadzono wielu bohaterów. Później jednak nadążałam za fabułą, a do wielu bohaterów zaczęłam czuć szczerą sympatię, trzymając kciuki za ich losy, ciesząc się, gdy wychodzili cało z walk. Oczywiście bywali tacy, których straty nie opłakiwałam, wzbudzali we mnie złość. Niektórzy zmieniali się wraz z biegiem czasu, a ja nie potrafiłam ocenić ich jednoznacznie. Pełna paleta postaci, a wszyscy ciekawi i różni, każdy wydaje się wart zapamiętania. Brawo Kenie Liu za wykreowanie charakterów, przez których głupotę pukałam się w czoło bądź szczerzyłam w uśmiechu do książki, czytając o szczerości i pomysłowości innych.

Autor stworzył swój własny świat, siedem królestw połączonych w jedno Królestwo Dary. Każde miało swoje tradycje, zwyczaje; każde wyróżniało się czymś na tle innych. Bardzo lubię czytać książki, w których mogę przemierzać z bohaterami tak bogate krainy, zwiedzać zupełnie nowe dla mnie światy; poznawać nowe religie i filozofie. Zapewne popularny w Darze myśliciel Kon Fiji stwierdziłby, że jestem tylko kobietą i takie przyjemności nie są dla mnie, ale cóż... Nie posłuchałabym go.

Królowie Dary to prawdziwy smaczek dla fanów fantastyki, zwłaszcza wielbicieli akcji. Szala zwycięstwa przechylała się raz na stronę jednego hegemona, raz drugiego księcia. Kiedy już wydawałoby się, że zapanuje pokój i mieszkańcy wysp wreszcie odpoczną od ciągłych bitew, ktoś znów podnosił swój miecz w kierunku wroga i wszystko zaczynało się od początku. Do samego końca nie mogłam być pewna ostatecznego wyniku tej wojny. Mam wrażenie, że jeszcze wiele rzeczy może mnie zaskoczyć w tej historii, a nowy władca wcale nie będzie żył długo i szczęśliwie.

Chociaż miałam swojego ulubieńca, któremu mocno dopingowałam, potrafiłam widzieć również jego wady i potępiać negatywne zachowania. W książce Liu nikt nie był idealny, krystalicznie czysty. Niektórzy jednak starali się jak mogli, aby czynić dobro i słuchali rad, które pomagały im poszerzać swoje spojrzenie na świat. Bohaterowie zmieniali się, dojrzewali, nabierali doświadczenia, nawiązywali nowe znajomości lub odcinali się od starych.

Jeszcze w tym roku planowana jest premiera kolejnej części cyklu Pod Sztandarem Dzikiego Kwiatu, Ściana burz. Już nie mogę się jej doczekać! Jestem pewna, że to będzie kolejny tom obfitujący w bitwy, epickie zwycięstwa, kolosalne klęski, spiski i nowe, niezwykłe sojusze.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

http://www.wsqn.pl/

Recenzja znajduje się również na:

21:44:00

141. "Rybacy" Chigozie Obioma

141. "Rybacy" Chigozie Obioma

Rybacy Chigozie Obiomy to wielokrotnie wyróżniany debiut autora, książka znajdująca się w ścisłym finale nagrody The Man Booker Prize 2015, goszcząca na listach najlepszych powieści najbardziej wpływowych magazynów, otrzymująca świetne recenzje i mówiąca do mnie głośno i wyraźnie: weź mnie przeczytaj! Więc przeczytałam.

Zachodnia Nigeria, 1996 rok. Czterech braci – Ikenna, Boja, Obembe i Benjamin – korzysta z nieobecności ojca i nieuwagi matki, która musi opiekować się najmłodszymi dziećmi i chodzić do pracy. Chłopcy zaczynają łowić ryby nad rzeką Omi-Ali, która cieszy się złą sławą, a mieszkańcy nie zapuszczają się w jej okolice. Wracając z połowu spotykają szalonego Abulu, znanego ze swoich trafnych przepowiedni. Mężczyzna wróży Ikennie szybką śmierć...

Powieść Obiomy wciągnęła mnie od pierwszych stron. Ledwo zaczęłam czytać, a już przeniosłam się do Afryki, do Zachodniej Nigerii, gdzie oczami młodego Bena śledziłam wydarzenia. Autor ma bardzo dobry styl pisania, który czytało mi się z największą przyjemnością, więc w pełni delektowałam się lekturą. Czytając, miałam przed oczami czterech braci, odczuwałam emocje każdego z nich. Byłam tam, na miejscu wydarzeń, a nie w tramwaju czy na łóżku w swoim pokoju.

Głupia przepowiednia miejscowego szaleńca sprawia, że życie całej rodziny zmienia się zupełnie i to na gorsze. Strach przed jej spełnieniem, przed zapowiedzianą śmiercią, odmienia młodego jeszcze Ikennę, a jego najbliżsi nie mogą zostać obojętni na te zmiany. W powieści wyczuwało się wiszącą ciągle nad głowami bohaterów katastrofę. Podświadomie czekałam na moment, w którym coś się stanie, jakaś tragedia spadnie na rodzinę Agwu. Gdzieś między dobrymi wspomnieniami Bena, który przywoływał je w swojej głowie, czaił się mrok i niebezpieczeństwo, strach jątrzył wewnętrznie bohaterów, tak samo jak złość, smutek, nienawiść, gorycz.

Rybacy to książka nie tylko o katastrofalnej przepowiedni, ale również sile braterskiej miłości. Narratorem powieści jest Ben, dziewięciolatek, najmłodszy z czwórki braci. Z każdym czytanym słowem czułam, jak bardzo wzoruje się na starszych braciach, jakim są dla nim źródłem wiedzy, dającym poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. To Ikenna był ich przewodnikiem po świecie, gdy decydował się czegoś nie robić, inni też nie robili. To Boja pomagał mu, gdy w szkole wstydził się chodzić do łazienki. To Obembe tłumaczył mu trudne słowa i opowiadał przeczytane historie przed snem. Wzajemna zażyłość, bliskość, empatia, którą odczuwali, gdy jednemu było źle. Dlatego strach Ikenny wpływał na całą rodzinę – byli ze sobą bardzo blisko, nie mogli przechodzić obojętnie wobec uczuć innych.

Chigozie Obioma zdecydowanie ma mocne wejście na scenę literacką. Jego debiut uważam za bardzo udany, postawił sam sobie poprzeczkę wysoko. Mam nadzieję, że kolejne powieści będą równie dobre, a nawet lepsze. Będę musiała uważnie śledzić poczynania nigeryjskiego pisarza, aby szybko dorwać w swoje ręce jego kolejny tytuł. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
http://www.wydawnictwoliterackie.pl/




Recenzja znajduje się również na:

22:06:00

140. "Weź mnie za rękę" Tove Alsterdal

140. "Weź mnie za rękę" Tove Alsterdal

Weź mnie za rękę to druga powieść Tove Alsterdal, szwedzkiej pisarki, którą mam przyjemność przeczytać. Wcześniejszy Grobowiec z ciszy był bardziej sagą rodzinną z wątkiem kryminalnym niż pełnokrwistym kryminałem. Sięgając po kolejną książkę tej autorki, również spodziewałam się podobnej historii.

Ginie Charlie Eriksson, a jej śmierć zostaje szybko uznana za samobójstwo. Nie pomagają zeznania ojca ofiary, znanego miejscowego pijaka i bezdomnego. Jedynie siostra Charlie, Helen, za wszelką cenę chce poznać prawdę. Porzucone przez rodziców, nigdy nie miały ze sobą dobrego kontaktu. Dopiero po stracie, Helen postanawia dowiedzieć się co robiła starsza siostra.

Weź mnie za rękę to nie tylko prywatne śledztwo Helen, ale również retrospekcje z młodości ich matki, która opuściła je gdy były małe i ślad po niej zaginął. Poznajemy ją bliżej, jej motywy, losy po wylocie z kraju. Ta część książki była dla mnie najciekawsza i wzbudzała największe zainteresowanie.

Powieść Alsterdal znów nie jest klasycznym kryminałem. Owszem, jest trup, śledztwo, poszukiwanie dowodów i groźni mężczyźni z bronią. Istnieje także poważne niebezpieczeństwo dla głównej bohaterki i jej rodziny. Mimo to, Weź mnie za rękę uznałabym bardziej za historię o odkrywaniu prawdy, poznawaniu przeszłości zaginionej matki, a także poznawaniu własnej siostry. To opowieść o godzeniu się z faktami, odnajdywaniu w sobie siły i odwagi, stawianiu czoła przeciwnościom losu, a także dojrzewaniu, trudnych rozmowach, a wszystko to ubarwione wątkiem kryminalnym i zbrodnią.

Książka zaczęła się świetnie, mocnym otwarciem – śmiercią Charlie. Do tego intrygujący powrót do przeszłości, gorąca Argentyna w czasach wojny domowej. Wszystko zwiastowało znakomitą lekturę, trzymającą w napięciu, z dreszczykiem emocji. Tymczasem wraz z biegiem czasu tempo akcji spada, pod koniec nie byłam już tak mocno zaciekawiona historią. Gdyby nie lekkie pióro Alsterdal, mogłabym się poważnie męczyć z tą powieścią.

Weź mnie za rękę nie jest dla fanów książek z szybką akcją, silnym natężeniu wydarzeń, poszukiwaczy mocnych wrażeń. Jest ciekawą pozycją na dwa, trzy wieczory, dla czytelników chcących połączyć powieść rodzinną, trochę obyczajową, z kryminałem. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat.
https://www.facebook.com/wydawnictwoakurat/ 

Recenzja znajduje się również na:

21:20:00

139. "Miłość i kłamstwa" Cecelia Ahern

139. "Miłość i kłamstwa" Cecelia Ahern

Kiedy mam okazję sięgnąć po książkę Cecelii Ahern, robię to bez wahania. To jedna z tych autorek, na których się jeszcze nie zawiodłam. Jej powieści są zawsze lekkie, czyta się je szybko, a zarazem poruszają ważne tematy. Gdy do moich rąk wpadła Miłość i kłamstwa, najnowszy tytuł Ahern, od razu zabrałam się do lektury.

Autorka porusza temat miłości, ale tym razem zupełnie innej niż zwykle. Nie chodzi o związek między kobietą i mężczyzną, a między córką i ojcem, a także pokochaniem samej siebie i swojego życia. Sabrina to pracująca matka, która nigdy nie ma czasu dla siebie. Rano szykuje dzieciom śniadanie, później idzie do pracy, a wieczorem jest zbyt zmęczona, aby poświęcić się jakiejś pasji. Jest znudzona swoją pracą, jej monotonią. Dokładnie wie, o której godzinie przyjdzie konkretny pensjonariusz, aby popływać w basenie, czego może się po nich spodziewać. Kiedy wreszcie trafia jej się dzień wolny, spędza go w niespodziewany sposób. Znajdując starą kolekcję ojca, postanawia dowiedzieć się o niej więcej, a tym samym o samym właścicielu, z którym nie miała najlepszego kontaktu, a obecnie mężczyzna niewiele pamięta ze swojego życia z powodu choroby.

Sabrina ma jeden dzień, ten jeden wyjątkowy wolny dzień, aby poznać prawdę o swoim ojcu, a tym samym o samej sobie. Uparcie dąży do celu, pomimo niezadowolonych głosów matki i męża. To świetna okazja, aby zwolnić tempo i zastanowić się nad swoim życiem. Nad wieloletnim małżeństwem. Nad niedającą satysfakcji pracą. Nad relacjami z rodzicami. Nad tym, kim właściwie jest. Sabrina musi poznać samą siebie, zrozumieć czego chce, aby poczuć się szczęśliwą i pokochać siebie.

Miłość i kłamstwa to opowieść o poszukującej prawdy Sabrinie, ale także jej ojcu Fergusie. Teraźniejszość poświęcona jest kobiecie, zaś przeszłość mężczyźnie. Dowiadujemy się wtedy co robił w życiu, jak wyglądała prawda, której nie przedstawił swojej rodzinie, odciął się od niej grubą kreską i stał zupełnie innym człowiekiem. Żył w kłamstwie, w którym dorastała jego jedyna córka. Może dlatego Sabrina miała problemy i nie potrafiła się odnaleźć. Może przeszłość miała na nią tak duży wpływ, że zamykała się w sobie i udawała kogoś, kim – być może – nie jest.

Książka Ahern jest łatwa w odbiorze, napisana prostym, przystępnym językiem, dzięki któremu strony przewracają się w szalonym tempie. Spędziłam z nią miło czas, nie żałując ani chwili. Być może nie jest to powieść ambitna, wysokich lotów, ale nie należy też do grona pustych czytadeł. Jest to przyjemna lektura, lekka, w pewien sposób dająca nadzieję na zmianę w życiu, na odkrycie samego siebie. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat.
https://www.facebook.com/wydawnictwoakurat/

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Matras || Bonito || Empik || Gandalf 

15:48:00

138. "Mimo moich win" Tarryn Fisher

138. "Mimo moich win" Tarryn Fisher

Mimo moich win to pierwsza część trylogii Tarryn Fisher, która skupia się na losach trójki bohaterów – Olivii, Caleba i Leah. Serię poleca Colleen Hoover, autorka bestsellerowego Maybe someday czy Hopeless. Jeszcze przed premierą w Polsce książka zbierała pozytywne recenzje od tych, którzy mieli okazję czytać ją w oryginale. Zasugerowałam się tym i postanowiłam sięgnąć po nią.

Cała seria poświęcona jest Olivii, Calebowi i Leah, ich wspólnym relacjom. W Mimo moich win pierwsze skrzypce należą jednak do Olivii, to ona prowadzi nas przez historię, opowiada o swoich uczuciach. Kolejne tomy będą w większym stopniu poświęcone pozostałej dwójce.

Zwykle jest tak, że w większości podobnych powieści, postać kobieca jest śliczną, ale niepewną swojej urody osobą, nieśmiałą, na widok przystojnego faceta traci głowę, miękną jej nogi i nagle kompletnie głupieje. Tym razem bohaterka jest ambitna, z ciętą ripostą, a momentami staje się wręcz kłamliwą, bezwzględną, egoistyczną zimną suką, dążącą po trupach do celu. Zazwyczaj to główna postać była wrażliwą ofiarą i musiała walczyć z wrednymi manipulantkami, które chciały odbić jej miłość życia. Jakkolwiek niektóre zachowania Olivii mocno potępiam, jest ona jednak inna, wyróżnia się na tle pozostałych, dotąd mi znanych, kobiecych modeli.

Mimo moich win to opowieść o miłości, ale nie takiej idealnej, słodkiej. Jest to uczucie gorące, ale łączy się z wieloma burzliwymi wydarzeniami, błędami i trudnymi decyzjami. Jest to uczucie, gdzie na równi z pocałunkami sypią się kłamstwa. Momentami miałam ochotę potrząsnąć bohaterami i zapytać do oni wyprawiają!
 

Mogłabym powiedzieć, że jest to również historia o dojrzewaniu, gdyż jej akcja toczy się przez wiele lat, pojawiają się również retrospekcje. Patrząc jednak na niektóre zachowania Olivii, Caleba i Leah, poważnie zastanowiłabym się nad tym dojrzewaniem. Popełniali wciąż te same błędy, zupełnie nie ucząc się na nich. Górę nad rozsądkiem brała miłość i zazdrość.

Książka Fisher nie była lukrowaną historyjką, w której bohaterowie jedzą sobie z rąk, ani też nie była naładowana erotyzmem, scenami seksu, które tak często pojawiają się obecnie w powieściach. Tego się obawiałam, ale na szczęście dostałam coś zupełnie innego. Opowieść o tym, że miłość może być trwała pomimo bólu i krzywd, potrafi wybaczać, ale też rzucać kłody pod nogi, odbijając się na naszych czynach i mając mocny wpływ na inne związki.

Jestem naprawdę ciekawa co wydarzy się w kolejnych tomach. Pierwszy przeczytałam bardzo szybko, nie tylko dlatego, ze się wciągnęłam, ale również przez prosty – w dobrym tego słowa znaczeniu – styl autorki. Chętnie przekonam się co przyniesie przyszłość i co stanie się z bohaterami. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.
http://otwarte.eu/
 Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Matras || Bonito || Empik || Gandalf || Booklikes
Copyright © 2016 Licencja na czytanie , Blogger