12 grudnia 2016

156. "Czerwone złoto" Tom Hillenbrand


Czerwone złoto to drugi tom kryminalnej serii Toma Hilldenbranda. I jest to nie byle jaka seria, bowiem przy okazji wcześniejszego tomu, po raz pierwszy usłyszałam o kryminałach kulinarnych! Diabelski owoc zaintrygował mnie, był idealną przystawką do kolejnej części. Czy Czerwone złoto okazało się równie ciekawe?
Podczas wystawnej kolacji organizowanej przez burmistrza Paryża, umiera mistrz sushi Mifune. Policja uznaje, że jego śmierć była przypadkowa, jednak burmistrz prosi o pomoc Xaviera Kieffera. Za namową przyjaciółki mężczyzna podejmuje się prywatnego śledztwa. Jako kucharz wie, gdzie i kogo pytać. Czy uda mu się jednak rozwiązać zagadkę? Czy sam nie stanie się przy tym ofiarą? A może trafi na znacznie większą sprawę niż początkowo przypuszczał?
Po przeczytaniu pierwszego tomu, byłam pozytywnie nastawiona do całej serii. Z ciekawością zabrałam się do kolejnej części, oczekując od niej lekkiej rozrywki, wciągającej akcji i... mocno podrażnionego podniebienia! Zdecydowanie nie zawiodłam się. Czytając powieść miałam przed oczami wspominane potrawy, a ślinka aż mi ciekła na myśl o specjałach, którymi zajadali się bohaterowie. Autor sprytnie wplatał w fabułę opisy dań, tak iż stanowiły smakowity dodatek, a nie główną treść książki.
O kulinarnych walorach powieści mogę mówić w samych superlatywach. Jak sprawa się ma z wątkiem kryminalnym? Dotyczy on śmierci mistrza sushi, ale po nitce do kłębka dotarłam do grubszej sprawy - niebotycznie drogich ryb, handlu i hodowli tuńczyków. Co lepsze i smaczniejsze gatunki są na wymarciu, coraz mniej się ich łowi, przez co ich ceny rosną. Ale niektórzy widzą w tym swoją szansę i okazję na zarobienie sporej gotówki. Gdzie pieniądze, tam i niebezpieczeństwo. Chociaż pojawia się ofiara śmiertelna, powieść nie jest krwawa i brutalna, jak oczekiwalibyśmy po kryminale. Podczas lektury nie miałam wrażenia, iż zapadam się w mrok i otacza mnie pewnego rodzaju napięcie. Kryminały Hillenbranda są lekkie, ale nie mniej wciągające niż dotychczas mi znane historie.
Plusem Czerwonego złota ponownie są bohaterowie. Xavier Kieffer nie jest ani trochę wyidealizowany: ma lekką nadwagę, nie wie co to wifi. Zawsze może liczyć na swojego fińskiego przyjaciela Vatanena, który jest wyjątkowo wyluzowany jak na urzędnika. Do tego towarzystwo pięknej Valerie Gabin, posiadaczki wielkiego majątku, która woli trampki i podróż rowerem niż elegancką limuzyną.
Powieść Hillenbranda to idealna odskocznia od szarości za oknem. Kryminał, w którym można się rozsmakować niczym w naszym ulubionym deserze. Już teraz czekam na kolejne przygody kucharza!
 Za możliwość przeczytanie książki dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa.

Recenzja znajduje się również na:

1 komentarz:

  1. Nie przemawia do mnie ta książka. Chyba podziękuję.

    OdpowiedzUsuń