1 maja 2016

134. "Wikingowie. Wilcze dziedzictwo" Radosław Lewandowski


Lubię książki o Wikingach. Moim zdaniem są świetnym tematem na powieści, dzięki ich legendom, wierzeniom. Pisarze chętnie wykorzystują ich motyw,a ja – gdy tylko nadarzy się okazja – z przyjemnością sięgam po takie pozycje. Tak też stało się z Wikingami. Wilczym dziedzictwem Radosława Lewandowskiego. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym autorem, więc był dla mnie kompletną zagadką.

Książkę skończyłam jakiś czas temu, jednak długo nie mogłam się zebrać do napisania recenzji. Nie wiedziałam co napisać, jakie mam uczucia wobec przeczytanej historii. I dalej nie wiem. Wikingowie. Wilcze dziedzictwo było lekturą, która niestety nie wciągnęła mnie, nie musiałam po nią sięgać w każdej wolnej chwili, aby dowiedzieć się co jest dalej. Nie była to jednak zła książka, do której zmuszałam się, nie nudziła mnie też. Z przykrością stwierdzam, że przeszłam obok niej zupełnie obojętnie, a myślami często wybiegałam w kierunku następnej powieści.

Odniosłam wrażenie, że Lewandowski bardzo interesuje się Wikingami. Widać było, że jest obeznany w temacie, pasjonuje się tym. Na końcu książki załączony jest słownik, w którym autor wyjaśnia wiele terminów, z którymi czytelnik może mieć problemy. Często poruszanym tematem była wiara. Wikingowie wierzą w wielu bogów, mają swoją wymarzoną Walhalle, dlatego pragną umrzeć w walce, z orężem w ręku, aby zasłużyć na wieczne szczęście. W Wilczym dziedzictwie spotykają się oni z chrześcijanami, a także wyznawcami Allaha. Konflikt wierzeń jest w powieści równie ważny, jak konflikt interesów i złoto, trofea. Poprzez rozmowy bohaterów, Lewandowski często tłumaczy zawiłości każdej z religii.

Jak można się spodziewać w powieści o Wikingach, cały czas coś się dzieje. Wodzowie toczą rozmowy, spierają się, zawierają sojusze, aby później je łamać. Walczą z wrogami, a także mają swoje małe, wewnętrzne spory. Pokazują młodszym, mniej doświadczonym w boju wojom, gdzie jest ich miejsce. Chociaż w książce jest naprawdę dużo akcji, trwa wojna, krew się leje, niestety nie odczuwałam napięcia, nie zagryzałam paznokci i nie czytałam w każdej wolnej chwili, aby sprawdzić, która ze stron zwycięży, który bohater polegnie.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, iż Wikingowie. Wilcze dziedzictwo niestety nie spełnili moich oczekiwań. Liczyłam chyba jednak na więcej, stąd moja obecna obojętność wobec przeczytanej książki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat. 
https://www.facebook.com/wydawnictwoakurat/

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Matras || Bonito || Empik || Gandalf

3 komentarze:

  1. Szkoda mi czasu na słabsze książki :P
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że cały czas coś się dzieje w książce, aczkolwiek ja nie jestem zainteresowana tą lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba będzie pierwsza w moim życiu książka, której nie skończę... Też uwielbiam motyw Wikingów, ale tutaj coś nie gra. Przeczytałam 100 str i na razie nie podoba mi się ani język, ani te wybitnie męskie żarty... Autor ma parę słów, które sobie upodobał i notorycznie używa. I ci wikingowie jacyś tacy, chamscy i obleśni.

    OdpowiedzUsuń