22 kwietnia 2016

133. "Xango z Baker Street" Jo Soares


Jestem fanką Sherlocka Holmesa, w jego przygodach zaczytywałam się lata temu. Kiedy zobaczyłam, ze wydawnictwo Rebis wydaje książkę Jo Soaresa Xango z Baker Street, w której zapożyczona będzie postać tego sławnego detektywa, musiałam sięgnąć po ten tytuł. Jak tylko dostałam go w swoje ręce, zaczęłam lekturę. I powiem Wam szczerze, że dalej nie wiem jak mam traktować tą powieść.

Holmes i Watson płyną do Brazylii na zaproszenie cesarza Piotra II, aby odszukać skradzione skrzypce Stradivariusa. Przy okazji będzie pomagał policji w rozwiązaniu zagadki brutalnych morderstw. Egzotyczna, gorąca Brazylia, tropikalne słońce, afrykańscy bogowie, zupełne przeciwieństwo deszczowego Londynu, w której do tej pory rozgrywały się przygody detektywa.

Nie jest zapewne łatwo pisać książkę, w której pojawia się bohater wykreowany przez innego pisarza. Zwłaszcza jeżeli jest to tak znana i kultowa wręcz postać, jak detektyw Holmes, stworzony przez Arthura Conana Doyle'a. Byłam zainteresowana tym jak poradzi sobie Soares. Przyznaję szczerze, że pierwsze strony wprawiły mnie w zdumienie, konsternację, a nawet złość. Dostałam zupełnie innego Sherlocka! Kompletnie nie podobał mi się jego stosunek do poczciwego doktora, a także podejście do zbrodni i sztuki dedukcji. Postanowiłam jednak wziąć głęboki oddech i potraktować wszystko jako żart, komedię z udziałem Holmesa. Był to dla mnie jedyny sposób, aby powieści nie odrzucić już na samym wstępie. Dlaczego? No cóż, detektyw mylący się w banalnych kwestiach, rzucający osądami na prawo i lewo, dążący do podziwu przez innych i – uwaga spoiler – obnażający się w parku! Nie jest to coś, do czego byłam przyzwyczajona.

Co się tyczy samej zagadki kryminalnej. Pomyliłam się przy zgadywaniu sprawcy, co nie oznacza jednak, że intryga była misternie skonstruowana, stojąca na wysokim poziomie. Chociaż zbrodnie były brutalne, to jednak książka nie jest krwista. Nie odczuwałam dreszczyku, napięcia, strachu. Po prostu płynęłam wraz z powoli rozwijającą się fabułą. Wszystko ułatwiał mi prosty styl, który tylko przyspieszał czytanie. Jedyne co początkowo mnie strasznie denerwowało, to obszerne akapity. Ich czytanie było męczące, zdarzało mi się gubić wątek. Później jednak było pod tym względem lepiej.

Jo Soares jest aktorem, reżyserem, producentem teatralnym, artystą stand-upowym, a także komikiem. Myślę, że zwłaszcza to ostatnie warto zapamiętać, szczególnie gdy będzie się oceniać Xango z Baker Street. Jako komik napisał książkę, do której należy podejść z dystansem. Z perspektywy czasu traktuję książkę z przymrużeniem oka, jako ciekawe doświadczenie i możliwość ujrzenia znanego Sherlocka Holmesa w zupełnie nowej odsłonie. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.
http://www.rebis.com.pl/

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Matras || Bonito || Empik || Gandalf

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz