2 kwietnia 2016

131. "Niewidzialny" Karin Slaughter


O Karin Slaughter słyszałam wiele. To autorka, która nie boi się drastycznych szczegółów, a także często porusza temat przemocy wobec kobiet. Zainteresowałam się nią bardziej przy premierze Moich ślicznych, jednak jakoś nie udało mi się sięgnąć po ten tytuł. Kiedy jednak dostałam propozycję recenzji Niewidzialnego, to nie przejmowałam się nawet, że jest to już siódma część z serii o Willu Trencie.

Główny bohater to agent GBI, biura policji stanowej. Bierze udział w tajnej misji związanej z handlem narkotykami, ale los niespodziewanie płata mu figla i znów miesza w sprawę Leny Adams. Półtora roku wcześniej prowadził śledztwo dotyczące ostrej policjantki, jednak nie zakończyło się ono zgodnie z jego przekonaniami. Czy tym razem będzie w stanie odsunąć swoje uprzedzenia i rozwiąże zagadkę brutalnego napadu, a także znajdzie Wielkiego Białasa, odpowiedzialnego za sprzedaż prochów nieletnim? Mężczyzna musi pracować pod przykrywką, która nie może się wydać nawet przed jego ukochaną Sarą Linton. W życiu jednak nic nie jest takie proste, jakbyśmy chcieli, a kłamstwo ma krótkie nogi.

Jak pisałam wcześniej, to moje pierwsze spotkanie z twórczością Karin Slaughter. Zaczynając lekturę trochę obawiałam się, czy bez znajomości wcześniejszych części, Niewidzialny będzie dla mnie zrozumiały. Na szczęście autorka przedstawiała pokrótce powiązania między bohaterami, więc połapanie się w ich relacjach nie nastręczało mi problemów. Co zaś się tyczy samej zagadki kryminalnej, stanowiła ona zupełnie nowy wątek, więc nie miałam żadnych trudności w nadążaniu za fabułą i rozwojem akcji.

Od samego początku dużo się działo. Nie miałam momentów, w których lektura zaczynała mnie nudzić. Ciągle pojawiały się nowe fakty, tropy, podejrzenia. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach, chciałam wybiec w przód i odnaleźć sprawcę, a także uwolnić świat od przebrzydłego i bezlitosnego handlarza narkotyków. Przyznaję się, że zdarzyło mi się parokrotnie użyć soczystego słownictwa, kiedy bulwersowałam się nad wydarzeniami opisanymi przez Slaughter. Wciągnęłam się już na pierwszych stronach książki i ciekawość nie opuściła mnie do samego końca. A to chyba najlepsza reklama powieści, wraz z faktem, iż thriller wzbudził we mnie wiele emocji.

Zaczęłam serię czytać od końca, ale postaram się zapoznać z wcześniejszymi tomami. Polubiłam Willa Trenta, który sprawił na mnie wrażenie żywego, prawdziwego. Autorka nie wyidealizowała go, gdyż bohater ma swoje wady, a także słabości, dzięki czemu stał się dla mnie bardziej przystępny. Jest to już siódma część, więc zapewne wiele sekretów z jego przeszłości zostało rozwianych, ale na pewno jest to postać, która ma swoje tajemnice. Poboczni bohaterowie również zwrócili moją uwagę, stąd chciałabym lepiej poznać ich losy.

Pewna pani w księgarni polecała mi lekturę wcześniejszych tytułów i mocno zaśmiewała się ze mnie słysząc, że zaczynam dopiero od Niewidzialnego. Postaram się pójść za głosem tej pani, a Wam mogę polecić tą książkę jako godną uwagi. Jak wyczytałam w niezawodnym Internecie, z każdą kolejną pozycją w serii jest lepiej. Stąd też myślę, że fani Slaughter nie powinni być zawiedzeni. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu MUZA.
http://muza.com.pl/
 

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Matras || Bonito || Empik || Gandalf 

3 komentarze:

  1. Ja bym wolała jednak przeczytać od pierwszego tomu. Nie lubię czytać od środka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z kolei nie słyszałam jeszcze o tej autorce (do teraz), ale bardzo mnie zaciekawiłaś. Postaram się dorwać w najbliższym czasie pierwszy tom, bo chociaż mogłabym zacząć od tego siódmego i pewnie dałabym radę, tak jak i Ty, połapać się co, kto, gdzie i kiedy bez znajomości poprzednich części, tak jednak wolę czytać serie od początku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fabuła zupełnie do mnie nie przemawia, i choć dużo się dzieje to raczej spasuję.

    OdpowiedzUsuń