4 lutego 2016

126. "Niezgodna" Veronica Roth


Przyznaję od razu, że w przypadku Niezgodnej upadło postanowienie - „Najpierw książka, potem film”. Początkowo nie byłam przekonana do tej historii, stwierdziłam więc że niewiele stracę, jeżeli oglądnę ekranizację. Byłam jednak na tyle zadowolona, a do tego zachęcona przez koleżankę, iż zmieniłam zdanie i sięgnęłam po pierwowzór.

Podobnie jak w przypadku opisywanej niedawno Obcej, zapewne więcej emocji odczuwałabym podczas czytania, gdybym nie znała fabuły książki. Pomimo tego, że wiedziałam co przydarzy się głównej bohaterce, powieść wciągnęła mnie i bardzo szybko przeczytałam ją całą. Jak to bardzo często bywa, wersja papierowa okazała się dużo bogatsza niż film, bardziej rozbudowana. Zwłaszcza jeżeli chodzi o związek Tris i Cztery. Od początku wpadli sobie w oko, ciągnęło ich do siebie, jednak stopniowo poznawali się, odkrywali swoje największe sekrety, pokazywali prawdziwych siebie, bez udawania. Ich relacja dzięki temu stała się mocniejsza, a dla mnie – jako czytelniczki – realniejsza, bardziej możliwa, szczera.

Niezgodna to jedna z tych książek, gdzie to kobieta musi walczyć o przyszłość najbliższych. Wreszcie mamy do czynienia z bohaterkami, które nie są zależne od mężczyzn, potrafią same zadbać o swoje sprawy. Jakkolwiek Tris nie bała się prosić o pomoc, nie czekała też z boku, działała odważnie. Latami żyła w spokoju, nie myśląc o sobie, dbając tylko o dobro innych. Wychowywano ją na cichą, uległą kobietę. Tymczasem ona buntowała się w środku, a gdy nadszedł czas – zawalczyła o swoją przyszłość, podjęła ciężką decyzję, która na zawsze odmieniła jej życie. Nawet w chwilach największego strachu, największego bólu, starała się nie tracić głowy i iść do przodu. Do Tris idealnie pasuje powiedzenie, iż w małym ciele duży duch. Podobało mi się to, iż Tris była bohaterką prawdziwą. Miała swoje zalety, szybko się uczyła, była odważna, mądra, dobra, a jednak posiadała też swoje wady. Autorka nie wykreowała swojej bohaterki jako idealnej, nadając jej poprzez słabości większej wiarygodności.

Veronica Roth opisała społeczność, która została podzielona na frakcje. Zgodnie z najsilniejszą cechą charakteru, trafiało się do Nieustraszonych (odwaga), Prawych (uczciwość), Erudytów (mądrość), Serdeczności bądź Altruizmu (bezinteresowność). Osoba, która pasowała do więcej niż jednej grupy, nazywana była Niezgodną, uważana za niebezpieczną i inną. Tylko czy ludzi można dzielić według utartego schematu? Czy nie możemy posiadać więcej niż jednej mocniejszej cechy charakteru? Musimy podążać jednym szlakiem, bojąc się zejść z niego i otworzyć na inne rzeczy, nowe możliwości? Kolejne części trylogii pokażą, czy taki podział sprawdził się w świecie Roth.

Uważam Niezgodną za ciekawą lekturę, z którą świetnie spędziłam czas. Z niecierpliwością czekam na sposobność sięgnięcia po kolejne części, zwłaszcza ostatnią, jako iż jej treść jest mi zupełnie nieznana. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Amber.


Recenzja znajduje się również na:

4 komentarze:

  1. Też najpierw przeczytałam książkę, później obejrzałam film. Książka bardzo mi się podobała, film trochę mniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię tę serię. I też najpierw oglądałam, a potem czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczęłam czytać... I nie skończyłam. Planuję kiedyś do niej wrócić, ale raczej nie w najbliższej przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Też polubiłam Tris za jej "prawdziwość" podobnie jak jej relację z Cztery. Bardzo polecam drugą część, dla mnie była chyba nawet lepsza niż "Niezgodna". Sama walczę ze sobą o przeczytanie ostatniego tomu, ale nie mam jeszcze ochoty żegnać się z tą historią...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń