1 maja 2015

120. "Zimowe dzieci" Jennifer McMahon

"Klimatyczna zimowa powieść z pogranicza horroru i dramatu obyczajowego. Akcja rozwija się równolegle na dwóch płaszczyznach czasowych – współcześnie oraz na początku XX wieku.
1908. Sarah Harrison Shea w niewyjaśnionych okolicznościach traci swoją córkę, by kilka dni później, przy pomocy tajemniczego rytuału, „obudzić” ją.
Czasy współczesne. Matka Ruthie i Fawn znika bez śladu, pozostawiając po sobie puste talerze.
A to dopiero początek opowieści…"



Zimowe dzieci Jennifer McMahon należą do serii Gorzka Czekolada, wydawanej przez Media Rodzina. Miałam okazję czytać kilka pozycji z tego cyklu, więc nie wahałam się ani chwili, gdy nadarzyła się możliwość zapoznania z kolejną powieścią.

W 1908 roku rodzinę Shea spotyka tragedia. Tracą swoją jedyną córkę. Zdesperowana matka podejmuje drastyczne kroki, aby odzyskać ukochane dziecko. Kilkadziesiąt lat później, pewna kobieta znika bez śladu, zostawiając dwie córki bez opieki. Co kryje się za tajemniczym zniknięciem? Czy możliwe jest, by wydarzenia z przeszłości miały wpływ na teraźniejszość?

Jennifer McMahon równocześnie przedstawia nam wydarzenia z 1908 roku, jak i z czasów współczesnych. Losy rodziny Shea opisane są za pomocą pamiętnika Sary, zrozpaczonej matki, a także jako retrospekcji z punktu widzenia Martina, ojca zmarłej Gertie. W teraźniejszości akcję śledzimy wraz z nastoletnią Ruthie, której matka zniknęła, oraz Katherine, wdową poszukującą odpowiedzi na dręczące ją pytania. Przeskoki między datami są płynne, wyraźnie oznaczone za pomocą nowych rozdziałów. Dzięki temu czytelnik na pewno nie pogubi się w fabule. Autorka wtajemniczała mnie w dzieje z przeszłości. Robiła to jednak stopniowo, dzięki czemu nie zdradziła zbyt wcześnie sekretów, a ja mogłam cieszyć się lekturą i delikatnym napięciem, które towarzyszyło mi w trakcie.

Zimowe dzieci, śniący, zagadkowe wydarzenia, magia, sekrety. Książka przesycona jest tajemnicami, które wraz z biegiem lat nie tylko nie zostają rozwiązane, ale stają się miejskimi legendami, opowiadanymi z pokolenia na pokolenie. Dorośli straszą dzieci przed chodzeniem po nocach, mówiąc o potworach krążących po okolicy. Ludzie się boją, jednak ciekawość często bierze górę nad strachem. Cała ta otoczka sprawiła, iż z zaciekawieniem śledziłam losy bohaterów, starając się powiązać fakty. Tylko czy wszystko da się logicznie wytłumaczyć?

Powieść McMahon czyta się z przyjemnością. Pomijając dobrze skonstruowaną fabułę, jest ona równie dobrze napisana i przedstawiona. Spójne połączenie bohaterów i ich losów, opisy ułatwiające przeniesienie się do West Hall.

Zimowe dzieci to jednak nie tylko tajemnice i magia. To również dramat bohaterów, którzy tracą swoich najbliższych. Rozpacz wdowy, ból matki, która musi pochować własne dziecko, bezradność ojca, który nie może pomóc zmarłej córeczce i oddala się od załamanej żony. Jak daleko człowiek jest w stanie posunąć się, aby zyskać chociaż kilka dni z ukochaną osobą? McMahon w swojej powieści przybliżyła mi emocje wielu postaci. Każda z nich cierpiała, każda radziła sobie inaczej.

Wydarzenia opisane przez autorkę dzieją się mroźną zimą. Surowy klimat małego miasteczka i legendy krążące wśród mieszkańców sprawiają, iż nie jest to miejsce, do którego ludzie często zaglądają. Jest to jednak idealny krajobraz dla powieści. Jakkolwiek moje oczekiwania były inne, miałam nadzieję na większą grozę i napięcie, to Zimowe dzieci podobały mi się, wciągnęłam się w przedstawianą historię. Moim zdaniem jest to książka na dobrym poziomie, McMahon zachowała równowagę między grozą, nierealnością, a rzeczywistymi dramatami bohaterów. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.
http://mediarodzina.pl/
Recenzja znajduje się również na:

9 komentarzy:

  1. Ja byłem przerażony i zachwycony ta lekturą. McMahon to wspaniała pisarka! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fabuła wydaje się interesuje, ja jednak obecnie nie czuję się w nastroju na tego typu lekturę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten surowy klimat mnie mrozi dosłownie. Chętnie przeczytam, to moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, nie wiem czy jest to coś dla mnie, bo nie zawsze sięgam po tego typu dramaty. Jednak naprawdę mnie zaciekawiłaś, więc może jakoś ta książka wpadnie w moje łapki. I chociaż mam wielki stos książek do przeczytania, to może znalazłabym na "Zimowe dzieci" troszkę czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzadko sięgam po książki o takiej tematyce, jednak ta naprawdę mnie zainteresowała i powinnam się za nią rozejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wcześniej nie spojrzałbym pewnie nawet na tę powieść, a po Twojej recenzji jestem nią zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  7. Do książki mnie nie ciągnie, wiec ja sobie odpuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Już same słowa "zimowe dzieci" brzmią tajemniczo, odrobinę czarodziejsko i, bo ja wiem?, poetycko. ;)

    OdpowiedzUsuń