11 października 2014

101. "Niechciani" Yrsa Sigurdardóttir

"Ódinn, pracownik państwowego urzędu kontroli, po tragicznej śmierci żony zamieszkał sam z jedenastoletnią córką Rún. Ale ojciec i córka nie są ze sobą zżyci...

Pewnego dnia Ódinn otrzymuje w pracy nowe zadanie: ma ustalić, co działo się wiele lat temu w Krókur, położonym na odludziu i zamkniętym domu wychowawczym dla chłopców. Bada między innymi sprawę śmierci dwóch z nich - w tajemniczych okolicznościach chłopcy udusili się spalinami w samochodzie. Im bardziej Ódinn zagłębia się w tę sprawę, tym częściej wydaje mu się, że dopadają go upiory z przeszłości.

Czy przedwczesna śmierć jego żony ma z tym coś wspólnego? Ódinn rozpaczliwie poszukuje odpowiedzi na to pytanie i czuje, że atmosfera grozy narasta..."


„Niechciani” przyciągnęli moją uwagę swoim opisem. Kilka dni nosiłam się z zamiarem przeczytania tej książki, co chwila (uroki pracy w księgarni) biorąc ją do ręki i zastanawiając się, czy spodobałaby mi się. W końcu poddałam się, przestałam walczyć ze swoją słabością i poprosiłam o egzemplarz recenzencki. Czy nie zawiodłam się? Czy przyciąganie, które było między mną a powieścią leżącą na półce, w trakcie jej lektury było równie mocne?

W życiu Ódinna zaszły wielkie zmiany. Jego była żona tragicznie umiera, a pod jego opiekę trafia jedenastoletnia córka Rún. Z weekendowego tatusia, Ódinn musi stać się ojcem na pełny etat. Aby w pełni podołać temu wyzwaniu, kupuje większe mieszkanie i zmienia pracę na taką, która pozwoli mu więcej czasu spędzać w domu. Kiedy wydaje mu się, że jego życie jest nudne, a zajęcie monotonne, dostaje nowe zlecenie dotyczące prowadzonego przed laty domu wychowawczego. Zdaje się, iż demony przeszłości zaczynają dopadać go w najmniej odpowiednim czasie...

Książka zaczyna się nietypowo, ponieważ od zakończenia. Zdarzyło mi się do tej pory spotkać z takim pomysłem dopiero raz, więc jest to w moim odczuciu zupełnie nowy schemat. Zwłaszcza jeżeli występuje w powieści kryminalnej. Chociaż byłam zaskoczona takim krokiem, okazało się, iż pobudził on moją ciekawość. Znając niepełny finał historii, byłam zaintrygowana nie tylko jego uzupełnieniem, ale również tym, co wydarzyło się wcześniej, doprowadziło do zaistniałej sytuacji.

Narracja w Niechcianych” jest trzecioosobowa, prowadzona dwutorowo. Raz śledziłam pracę i życie Ódinna, aby w następnym rozdziale przenieść się ponad trzydzieści lat wstecz, do domu wychowawczego w Krókur, gdzie towarzyszyłam młodej pracownicy Aldís. Wątki te przeplatały się, gdyż Ódinn z rozmaitych dokumentów i rozmów z osobami powiązanymi z Krókur, dowiadywał się o wydarzeniach sprzed lat. Znacznie chętniej czytałam historię Aldís, która była owiana tajemnicą. Wciąż oczekiwałam najgorszego, kiedy dowiadywałam się więcej o ponurej atmosferze w ośrodku. Niejasna śmierć dwójki chłopców, niepokojące zachowanie wychowawców, zagadkowa przeszłość młodych delikwentów – wszystko to budowało napięcie i niepewność.

Yrsa Sigurdardóttir była dotąd nieznaną mi autorką. Z informacji o niej dowiedziałam się, iż uznawana jest za królową powieści kryminalnej, najpopularniejszą autorkę z Islandii, która – wg „The Independent” - potrafi tworzyć napięcie równie dobrze, co Stephen King. Kinga czytałam dopiero dwie powieści, więc pozwolę sobie nie odnosić się do tego porównania, ale powiem jedno – autorka kupiła mnie totalnie. Były momenty, gdy podkulałam pod siebie nogi i z trwogą czekałam na rozwinięcie akcji. Autorka pobudziła moją wyobraźnię, czułam dreszczyk niepokoju.

Chociaż od samego zakończenia oczekiwałam więcej, zaskoczyło mnie ono. A przynajmniej częściowo. Z wiadomych jednak powodów pozwolę sobie nie zdradzać szczegółów, aby nie psuć Wam przyjemności czytania. Moje pierwsze spotkania z islandzką pisarką uważam za udane. Na pewno w przyszłości sięgnę po jej inne tytuły, a Wam tymczasem polecam „Niechcianych”. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Panu Rafałowi oraz Wydawnictwu Muza.
„Niechciani” przyciągnęli moją uwagę swoim opisem. Kilka dni nosiłam się z zamiarem przeczytania tej książki, co chwila (uroki pracy w księgarni) biorąc ją do ręki i zastanawiając się, czy spodobałaby mi się. W końcu poddałam się, przestałam walczyć ze swoją słabością i poprosiłam o egzemplarz recenzencki. Czy nie zawiodłam się? Czy przyciąganie, które było między mną a powieścią leżącą na półce, w trakcie jej lektury było równie mocne?   W życiu Ódinna zaszły wielkie zmiany. Jego była żona tragicznie umiera, a pod jego opiekę trafia jedenastoletnia córka Rún. Z weekendowego tatusia, Ódinn musi stać się ojcem na pełny etat. Aby w pełni podołać temu wyzwaniu, kupuje większe mieszkanie i zmienia pracę na taką, która pozwoli mu więcej czasu spędzać w domu. Kiedy wydaje mu się, że jego życie jest nudne, a zajęcie monotonne, dostaje nowe zlecenie dotyczące prowadzonego przed laty domu wychowawczego. Zdaje się, iż demony przeszłości zaczynają dopadać go w najmniej odpowiednim czasie...  Książka zaczyna się nietypowo, ponieważ od zakończenia. Zdarzyło mi się do tej pory spotkać z takim pomysłem dopiero raz, więc jest to w moim odczuciu zupełnie nowy schemat. Zwłaszcza jeżeli występuje w powieści kryminalnej. Chociaż byłam zaskoczona takim krokiem, okazało się, iż pobudził on moją ciekawość. Znając niepełny finał historii, byłam zaintrygowana nie tylko jego uzupełnieniem, ale również tym, co wydarzyło się wcześniej, doprowadziło do zaistniałej sytuacji.   Narracja w „Niechcianych” jest trzecioosobowa, prowadzona dwutorowo. Raz śledziłam pracę i życie Ódinna, aby w następnym rozdziale przenieść się ponad trzydzieści lat wstecz, do domu wychowawczego w Krókur, gdzie towarzyszyłam młodej pracownicy Aldís. Wątki te przeplatały się, gdyż Ódinn z rozmaitych dokumentów i rozmów z osobami powiązanymi z Krókur, dowiadywał się o wydarzeniach sprzed lat. Znacznie chętniej czytałam historię Aldís, która była owiana tajemnicą, pełna tajemnic. Wciąż oczekiwałam najgorszego, kiedy dowiadywałam się więcej o ponurej atmosferze w ośrodku. Niejasna śmierć dwójki chłopców, niepokojące zachowanie wychowawców, zagadkowa przeszłość młodych delikwentów – wszystko to budowało napięcie i niepewność.   Yrsa Sigurdardóttir była dotąd nieznaną mi autorką. Z informacji o niej dowiedziałam się, iż uznawana jest za królową powieści kryminalnej, najpopularniejszą autorkę z Islandii, która – wg „The Independent” - potrafi tworzyć napięcie równie dobrze, co Stephen King. Kinga czytałam dopiero dwie powieści, więc pozwolę sobie nie odnosić się do tego porównania, ale powiem jedno – autorka kupiła mnie totalnie. Były momenty, gdy podkulałam pod siebie nogi i z trwogą czekałam na rozwinięcie akcji. Autorka pobudziła moją wyobraźnię, czułam dreszczyk niepokoju.   Chociaż od samego zakończenia oczekiwałam więcej, zaskoczyło mnie ono. A przynajmniej częściowo. Moje pierwsze spotkania z islandzką pisarką uważam za udane. Na pewno w przyszłości sięgnę po jej inne tytuły, a Wam tymczasem polecam „Niechcianych”.
 

11 komentarzy:

  1. Tym bardziej się zaskakujemy, gdy ciągle zastanawiamy się, czy książka po opisie nam się spodoba, czy nie, i ciągle żyjemy tą myślą, aż wreszcie po nią sięgamy, i nagle zaczynamy żałować, że nie zrobiliśmy tego wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze mi się czytało i to również było moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Udane:)
    Pracujesz w księgarni?! :) Spełnienie marzeń :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czytałam tej autorki "Pamiętam Cię" i również bardzo mi się podobało, więc z chęcią sięgnę i po tę lekturę, jak tylko znajdę czas ;)

    http://wiecznie-zaczytana-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawiam się nad kupnem tej książki, bo w bibliotece to raczej na razie jej nie będzie, a mam na nią ogromną ochotę! Czytałam już "Pamiętam cię" tej autorki i myślę, że ta książka może być równie dobra :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja szukam tej książki i nie mogę jej znaleźć. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się ja dopaść w bibliotece. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiadomo, ze jesienią tego typu literatura jest najlepsza, więc korzystając z mojej ulubionej pory roku chętnie bym upolowała tą pozycje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To też było moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Jak dla mnie pisze świetnie. Cieszę się, że mam na półce inną Jej książkę do przeczytania -"Spójrz na mnie" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli zakończenie jest zaskakujące, to jestem na tak.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć, z góry przepraszam za ten rodzaju spamu, ale pragnę poinformować, że zmieniłam adres internetowy strony. Dalsze wskazówki przesyłam w linku:
    http://recenzjapisanaemocjami.blogspot.com/2014/10/zmiana-adresu-strony.html
    Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię zaskakujące zakończenia i myślę, że ta książka mogłaby przypaść mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam ją na półce, ale najpierw chcę przeczytać "Statek śmierci" tej autorki.

    OdpowiedzUsuń