11 maja 2014

65. "Olvido znaczy zapomnienie" Maria Duenas

"Blanca Perea, doktor filologii u szczytu zawodowej kariery, matka dwóch dorosłych synów, dowiaduje się, że mąż zostawił ją dla młodszej kobiety i będzie miał z nią dziecko. Rozżalona i załamana postanawia wyjechać na jakiś czas, jak najdalej od domu i życiowych problemów. Dostaje grant na niewielkim uniwersytecie w Kalifornii, gdzie ma zbadać archiwum tragicznie zmarłego hiszpańskiego profesora. Historia, zawieszona między latami pięćdziesiątymi a końcem XX wieku oraz między Hiszpanią i Kalifornią, wprowadza czytelnika w świat intryg i skomplikowanych miłosnych dramatów. Choć Blanca i inni bohaterowie tej powieści wiele przeszli, mają odwagę skorzystać z drugiej szansy, którą dało im życie."


Maria Duenas jest doktorem filologii angielskiej i wykładowczynią na uniwersytecie. W 2009 roku debiutowała w świecie literackim swoją powieścią „Krawcowa z Madrytu”, którą przełożono na ponad dwadzieścia pięć języków. „Olvido znaczy zapomnienie” to jej kolejne dzieło, a dla mnie zarazem pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki.

Blanca Perea to kobieta po czterdziestce, która wychowała dwóch synów, spełniała się zawodowo i była szczęśliwą żoną, do czasu gdy została wymieniona na lepszy i znacznie nowszy model. Aby uciec od problemów podjęła się pracy na małym uniwersytecie w Kalifornii, gdzie miała pracować nad naukową spuścizną profesora Andresa Fontany. Niespodziewanie dla niej, podróż która miała pomóc się jej ukryć i chociaż na chwilę zapomnieć o zdradzie i bólu, staje się czymś znacznie więcej. 

"Człowiek docenia słońce dzieciństwa dopiero wtedy, kiedy je straci (...)" 

„Olvido znaczy zapomnienie” to przede wszystkim historia o kobiecie, której życie legło w gruzach. To sama bohaterka opowiada swoje losy. Dzięki narracji pierwszoosobowej mogłam lepiej wczuć się w sytuację Blanci, poznać jej uczucia, polubić ją. Dojrzała pani doktor stała się dla mnie bliska, nabrała realności. Narracja była bardzo płynna i lekka, naturalna.

Autorka wykreowała postaci, które były na wskroś prawdziwe, ludzkie. Posiadały zwykłe słabości, wady, odczuwały dobrze nam wszystkim znane emocje – gniew, smutek, żal, zazdrość, ale również miłość i nadzieję. Podczas lektury zapominałam, iż są to bohaterowie wymyśleni, powstali w głowie Marii Duenas. Byli dla mnie bardzo realni w swoich opisach i reakcjach, bez zbędnego wyidealizowania czy sztuczności. Blanca, która w swojej naiwności nie spodziewała się opuszczenia przez męża i okazała swoją słabość poprzez ucieczkę. Daniel, mężczyzna z wieloma sukcesami na koncie, a jednak borykający się z duchami przeszłości. Darla, pogrążona w wieloletniej rozpaczy po stracie ukochanego, przez co jej życie wypełniło się nienawiścią.

Powieść ta osadzona jest pod koniec XX wieku, głównie w Kalifornii, małym miasteczku Santa Cecilia. Bardzo często przenosimy się jednak w czasie za pomocą retrospekcji. Nie tylko poznajemy przebieg wydarzeń z lat pięćdziesiątych, ale zmieniamy również kontynent – prężnie rozwijającą się Amerykę na biedną, zacofaną Hiszpanię. W spójny sposób autorka przeskakiwała między wątkami i historiami, nie tylko po to aby wzbogacić fabułę, ale również podać nam szerszy kontekst zdarzeń i ukazać fakty łączące te opowieści. Opisywała nie tylko losy bohaterów, ponieważ poświęciła sporo miejsca na przedstawienie Ameryki i Hiszpanii, zwłaszcza tej z lat pięćdziesiątych.

Książka Marii Duenas jest o stracie, bólu i strachu przed spojrzeniem w przeszłość, ale również w przyszłość. Autorka na przykładzie kilku bohaterów ukazała sposoby ludzi na radzenie sobie z samotnością i emocjami, które niejednokrotnie nas przerastają, a także z utratą najbliższych osób wskutek śmierci, zdrady, opuszczenia. Możemy zamknąć się w własnej skorupie i sączyć przez nią jad, aby ranić inne osoby. Możemy też dzielnie stawić czoła trudnościom i walczyć o szczęście, zwłaszcza jeżeli mamy dla kogo. Możemy uciec do innego kraju lub popaść w nałóg i powoli niszczyć samego siebie. Jednak prawdziwą ulgę przyniesie nam stawienie czoła problemom i zakończenie pewnego etapu w naszym życiu. Tylko w ten sposób zrzucimy ciężar z naszych barków i z podniesioną głową oraz nadzieją w sercu, będziemy mogli spojrzeć w przyszłość i wykorzystać czekającą na nas drugą szansę.

"Czasem całe nasze życie w jednej chwili wywraca się do góry nogami tak gwałtownie, jak wypadająca z szyn lokomotywa."

„Olvido znaczy zapomnienie” to ciepła powieść, która pozwoliła mi przenieść się zarówno do Hiszpanii, jak i kalifornijskiego miasteczka Santa Cecilia, ale również dojrzeć wraz z bohaterami. Książka zdecydowanie zachęciła mnie do sięgnięcia po wcześniejsze dzieło Marii Duenas, które przyniosło jej sukces. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję panu Aleksandrowi oraz Wydawnictwu Muza.
http://muza.com.pl/
 

5 komentarzy:

  1. Lubię tę książkę :) być może kiedyś do niej wrócę :) miło mi się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa recenzja, jeszcze nie słyszałam o tej książce, ale dzięki Tobie na pewno sięgnę po tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam i uważam, że to bardzo optymistyczna książka. Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie przeczytam <3 Wow. Robi wrażenie ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podobała mi się ta książka, mimo że akcja ciągnie się naprawdę powoli. Można za to poczuć klimat i ponapawać się językiem. Lektura w sam raz na miłe, leniwe popołudnie.

    OdpowiedzUsuń