19:33:00

58. "Monogram" Joanna Marat


"Nadkomisarz Marek Kos - zwany żartobliwie Koszmarkiem - ma przerwę między górnymi jedynkami i ujmujący uśmiech, w czym przypomina, bliskiego swemu pokoleniu, Janka Kosa, bohatera "Czterech pancernych i psa". Niestety, szpetnie klnie, nie stroni od mocnych trunków i ubiera się w ciuchy kupowane na bazarze.
Komisarz Ernest Malinowski to jego przeciwieństwo - czterdzieści trzy lata, metr osiemdziesiąt wzrostu. Ciemny blondyn, mocno szpakowaty, ale włosy w komplecie, może nawet w nadkomplecie. Zawsze elegancko ubrany, chodzi na siłownię, co widać. Ma ładną klatę i podobno jacht. 
Obaj są bardzo niedoskonali, przeraźliwie samotni, uciekają przed swoimi lękami w alkohol, przelotne związki i kłamstwa. Każdy z nich ciągnie za sobą ciężki worek ze swoimi, a często także cudzymi grzechami. Mają też emblematy, coś co streszcza ich bolesną tożsamość. Czasem jest to nazwisko, monogram, czerwona gwiazda na szubienicy wyrysowana ręką wandala na nagrobku rodziców albo dżinsowy mundurek. A mimo to mają dystans do siebie i potrafią śmiać się z kolegów. 
Otrzymują sprawę brutalnego zabójstwa pewnej trzydziestoparolatki. Morderstwo to wywołuje z niepamięci inną zbrodnię oraz tajemnicę kobiety o złożonej tożsamości."



Książka Joanny Marat z przymrużeniem oka przedstawia losy dochodzenia w sprawie brutalnego morderstwa młodej kobiety. Autorka bowiem nie wykreowała postaci genialnego detektywa bądź nieustępliwej pani prokurator. Bohaterowie "Monogramu" odbiegają od znanego mi dotąd schematu kryminałów.

Dwójka głównych bohaterów to partnerzy, którzy na pierwszy rzut oka różnią się od siebie diametralnie. Ernest Malinowski to mężczyzna, do którego wzdychają kobiety. Przystojny, wysportowany, inteligentny, dobrze ubrany. I do tego ma jacht. I piękne mieszkanie, chociaż nikogo do niego nie zaprasza. Jest też cholernie samotny. Marek Kos śmierdzi wódką na kilometr, chodzi w brudnych ciuchach, klnie jak szewc i nie posiada ani grama szacunku dla innych. Im bardziej jest pijany, tym lepiej idzie mu prowadzenie śledztwa. Jego jedyną towarzyszką jest wódka i stara kanapa, bo podobnie jak Malinowski, jest cholernie samotny.

Trzeba przyznać, że żaden z nich nie jest idealny. Joanna Marat nie bała się stworzyć bohaterów, którzy posiadają wady, często przegrywają z własnymi słabościami, a do tego nie są mężczyznami, w których czytelniczki mogłyby się podkochiwać. A już na pewno nie są policjantami idealnymi, bo prowadzenie śledztwa idzie im jak po grudzie. Czytając książkę zastanawiałam się, czy któryś z nich doprowadzi sprawę do końca, znajdzie sprawcę brutalnego morderstwa. Co ciekawsze, autorka nie oszczędziła pozostałych postaci, które również obdarowała przywarami - skłonnością do alkoholu, jedzenia, czerwonych szpilek, albo krótko mówiąc brakiem inteligencji i obycia. Dzięki temu książka zyskała na realizmie, unikając sztampowych bohaterów czy wyidealizowanych stróżów prawa.

Podczas lektury "Monogramu" czułam się lekko zagubiona. Joanna Marat przenosiła nas od jednego bohatera do drugiego, często mieszając życie prywatne ze śledztwem. Zastanawiałam się nad połączeniem faktów i historii, nie mogąc znaleźć wspólnego mianownika. Cały czas miałam przeczucie, że sprawy muszą się w jakiś sposób łączyć, jednak nie mogłam tego rozgryźć. Dopiero w drugiej połowie książki zaczęłam dostrzegać powiązania, dzięki czemu wydarzenia nabierały większego sensu i znaczenia, a ogólny zarys fabuły krystalizował się w mojej głowie.

Sam wątek kryminalny jest interesujący. Składa się na niego zawiła przeszłość bohaterów, których losy splatają się. Sprawa bazuje na historii wojennej, gdzie niesprawiedliwość dotykała wielu ludzi, człowiek człowiekowi był wilkiem i dybał na cudze dobra. Niektóre zatargi nie ulegają przedawnieniu, ponieważ w ludzkich sercach nie istnieje takie pojęcie. Pomiędzy wątki z przeszłości, zostaje jednak wpleciona teraźniejszość, przez co miałam chwile zawahania w rozumowaniu sprawy i szukaniu motywów zbrodni.

Autorka nie boi się używać przekleństw, które pojawiały się dosyć często, zwłaszcza w wypowiedziach Kosa. W przypadku tej postaci odczuwałam nadmiar wulgaryzmów i chamskiego słownictwa. Poza problemami w zrozumieniu fabuły, książkę czytało mi się jednak prosto. Joanna Marat dopasowała swój styl do treści, stąd łatwość czytania.

Całość uznałabym za kryminał w krzywym zwierciadle. "Monogram" to ciekawa sprawa kryminalna, przedstawiona jednak w humorystyczny sposób, pozbawiona nadętych postaci i specjalistycznej techniki, dzięki której śledczy w kilka minut rozwiązują zagadkę. Bohaterowie posiadają niedoskonałości, ale dają się lubić. Chociaż spodziewałam się więcej, książkę uznaję za ciekawą lekturę, zwłaszcza w kontekście odmienności od znanych mi dotąd kryminałów.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

3 komentarze:

  1. Może kiedyś się skuszę, aczkolwiek na razie ją sobie odpuszczę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że to kryminał, który wyróżnia się na tle innych. Czemu nie, przeczytałabym go chętnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka niespecjalnie mnie zainteresowała, więc nie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Licencja na czytanie , Blogger