7 kwietnia 2014

55. "Żelazny kostur" Juraj Cervenak


"Rok 965. Młody książę Światosław obejmuje władzę w Kijowie i Nowogrodzie. W jego żyłach płynie krew dzikich wareskich przodków i nie zamierza sprawować rządów z tronu, ale z siodła bojowego rumaka.
W krainie zamieszkanej przez plemię Muromców, młodzieniec imieniem Ilja, wyśmiewany przez wszystkich kaleka, jako jedyny przeżywa napaść okrutnych łupieżców na wioskę. To właśnie jemu pogańscy bogowie przeznaczyli wielką przyszłość sławnego bohatyra. Pewnego dnia we wsi pojawiają się trzej tajemniczy wędrowcy i odwdzięczają się młodzieńcowi za gościnność cudownym uzdrowieniem. Szukając zemsty, rusza tropem bandy dzikich Kipczaków i Czeremisów. Przyłączą się do przybocznej drużyny Światosława, który z wielką armią ciągnie na wschód, by mieczem rozszerzać swoje państwo. Ani ruski władca, ani Ilja nie wiedzą, że oprócz walk z wrogami czeka ich rozprawa z Zilantem, bogiem-smokiem, którego czci okrutny lud Suwarów."



"Żelazny kostur" to pierwszy tom trylogii Bohatyr pióra Juraja Cervenaka. Autor przeniósł mnie do roku 965, gdzie zaczyna się walka o władzę, terytorium oraz bogactwo. Za pomocą płynnej narracji, towarzyszyłam wszystkim stronom zbliżającej się wojny, mogłam poznać ich plany oraz nadzieje. Najczęściej jednak asystowałam głównemu bohaterowi, Ilji Muromcowi.

Ilja to młody, prosty chłopak z Karaczarowa. Wyklęty przez swego ojca, wychowywany z dala od ludzi przez matkę, która starała się swojego syna wychować jak najlepiej, przekazać mu niezbędną wiedzę. Młodzian od urodzenia był chory, miał garb, problemy z chodzeniem przez swoje skrzywienie. Po stracie matki upijał się na umór, wzbudzając tym samym jeszcze większą odrazę wśród mieszkańców wioski. Kiedy pozostawiony przy życiu z litości, uznany za osobę, na którą nie warto nawet podnosić miecza, spotyka trzech nieznajomych bohatyrów, jego los diametralnie się zmienia. Cudem uzdrowiony zaczyna szukać zemsty. Bogowie wydają się być po jego stronie, gdyż młodzieniec otrzymuje w darze niezwykłą siłę, którą nadrabia braki w wyszkoleniu we władaniu bronią.

"I wielką beczkę z palenką, chyba ze Smoleńska, kupiłem ją kiedyś od drużyny Waregów. Nazywali te diable szczyny krywickim słowem wódka, jakby to była czysta woda z górskiego strumienia. Wypiłem tylko jeden łyczek, a potem przez cały dzień nie czułem smaku jadła."

Od początku polubiłam Ilję. Nawet kiedy był krzywy i pijany, było widać że ma dobre serce i jest prostolinijnym chłopakiem. Zresztą Juraj Cervenak pokazał talent do tworzenia bohaterów, którzy wzbudzili we mnie ciepłe uczucia. Weźmy na przykład Jegora Światogora. Rosły, dojrzały mężczyzna z siwą brodą, który wbrew swojemu wiekowi wciąż pozostaje jednym z najlepszych i najtwardszych wojów jacy stąpają po świecie. Wydaje się zachowywać dystans, a nawet odczuwać pewną wyższość nad innymi. Tymczasem potrafił pokazać swą wrażliwszą stronę, troskę o swych druhów. Ekipa Światosława nauczyła Ilję przede wszystkim tego, że są jedną drużyną i wspierają się zawsze, bronią przed nieprzyjaciółmi. Są jedną rodziną, która wspólnie spędza życie w siodle z mieczem u boku. Przyznaję, że drżałam na myśl, że któryś z nich mógłby zostać ranny albo - co gorsza - zginąć!

Wielką zaletą powieści jest jej osadzenie w czasie. Nie przypominam sobie podobnej lektury, dlatego ten pomysł przypadł mi do gustu. Autor w ciekawy sposób pokazał ówczesnych bohatyrów, rządnych sławy i bogactwa, ale również opisał krainy, przez które przemierzali dzielni wojacy. Dla ułatwienia orientacji w terenie, na początku książki dodana jest prosta mapka, przedstawiająca najważniejsze miasta i rzeki. Nie miałam żadnych problemów z wyobrażeniem sobie przedstawianych miejsc czy postaci.

“Żelazny kostur” to powieść z gatunku fantastyki, i chociaż nasi dzielni wojowie podróżują konno i walczą za pomocą miecza i własnych mięśni, występują tutaj typowe dla tego rodzaju literatury motywy. Jednym z takich elementów jest magia, tym razem zaklęta jednak w zaczarowanych kosturach, które dzierżą tylko nieliczni bohaterowie. Pomysł na pochodzenie mocy, był dla mnie absolutną nowością i zaliczam go zdecydowanie na plus. Innym fantastycznym przykładem, jest występowanie Zilanta, boga-smoka, pogrążonego w śnie. Warto wspomnieć też o snach Ilji, które niejednokrotnie poprowadziły go przez kręte ścieżki życia, a także sprowadziły do niego nieocenione dary. Niech Was nie zmyli użyte wcześniej słowo typowe. Chociaż fantastyczne wątki występujące w powieści pojawiały się w wielu innych lekturach, w utworze Cervenaka są one przedstawione świeżo i pomysłowo, dzięki czemu nie ma się wrażenia czytania utartego schematu.

"Zdradzić ich? A gdzie tam. Zdradą byłoby, gdybym się zdecydował na taki krok tu i teraz. Planowałem to jednak od samego początku. Nie jest to więc zdrada, ale podstęp!"

Autor posiada lekkie pióro, które umożliwiło mi bardzo szybką teleportację do roku 965, w miejsce toczącej się akcji. Z niesamowitą łatwością opisywał wydarzenia, zachowując przy tym bogactwo słownika, który dostosował do przedstawianych czasów. Nie zanudził mnie opisami walk czy podróży. Dodatkowo popisał się poczuciem humoru, wstawiając zabawne dialogi między bohaterami. Niejednokrotnie uśmiechałam się pod nosem, czytając “Żelazny kostur”.

Powieść Juraja Cervenaka mogę Wam z czystym sercem polecić. Niezmiernie się cieszę, że mam już u siebie drugi tom tej trylogii, ponieważ jestem ciekawa dalszych losów dziarskich bohatyrów.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica.

2 komentarze:

  1. Troszkę nie w moim stylu ;p Bo ja to bardziej wrażliwa jestem i czytam inną tematykę ;p Recenzja ciekawa :)
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna seria:) Ja czekam z niecierpliwością na trzeci tom, bo drugi mam już za sobą i uważam że jest lepszy od pierwszego.

    OdpowiedzUsuń