29 grudnia 2013

36. "Narodziny zła" Dawid Waszak

"Narodziny zła to spowiedź głównego bohatera. Steve dorastał w patologicznej rodzinie, z której postanowił się jak najszybciej wydostać. Po przeprowadzce poznaje piękną kobietę, która pokazuje mu, co to znaczy naprawdę kochać, jednak splot wielu wydarzeń w jego życiu powoduje, że staje się bezlitosnym mordercą."
Steve miał ciężkie dzieciństwo. Jego ojciec znęcał się nad nim i bezbronną matką. Chłopak często opuszczał szkołę, ponieważ musiał chować ślady bicia. Ma luki w swojej pamięci, ale doskonale wie, że cierpiał. Po utracie matki chce jak najszybciej opuścić bezlitosnego ojca, uciec od niego i zacząć swobodne życie. Początkowo los mu sprzyja, poznaje piękną kobietę, w której zakochuje się z wzajemnością. Gdy Anna zrywa z nim, jego ciężka przeszłość powraca z większą siłą i sprawia, że wszystko wywraca się do góry nogami.

Historię opowiada nam sam Steve. Chce wytłumaczyć się, wyjaśnić swoje postępowanie. Kto wie, może jest to dla niego pewien rodzaj spowiedzi. Chociaż on sam mówi, że chce zapisać się w historii, chociażby tej kryminalnej. Chłopak z miłości do swojej byłej dziewczyny, popełnia okropne zbrodnie. Zachowuje się jak pies ogrodnika, sam nie może mieć, więc innemu nie da. Każda kolejna zbrodnia sprawia mu większą przyjemność, zaczyna się tym delektować, bawić. Sprawnie manipuluje innymi, więc nawet więzienie czy szpital dla psychicznie chorych nie są dla niego przeszkodą. Steve, chociaż jest chory, zdecydowanie ma dar przekonywania, a szczęście mu sprzyja. Tego niestety nie można powiedzieć o jego ofiarach...
"Poczucie szczęścia spadało jednak proporcjonalnie do zmniejszającej się odległości od domu i wreszcie zmieniło się w strach i gniew, gdy zauważyłem w oknie tego bydlaka z zimną krwią katującego moją matkę. A o co chodziło? O głupią kolację!"
Steve popełnia kilka morderstw, jedną z ofiar dłużej przetrzymuje i torturuje. Muszę przyznać, że miałam moment zastanowienia, dlaczego on jeszcze chodzi wolny i policja go nie zgarnie. Dziwiło mnie, że chociaż nie każda jego zbrodnia była planowana, jakoś udawało mu się uciec przed karą. Nawet kiedy policja była na jego tropie, zaskakująco szybko się im wywijał. Można jednak przymknąć na to oko, a skupić się bardziej na samej postaci Steve'a i jego poczynaniach, emocjach, ponieważ to jest w tej książce najważniejsze. Mamy zrozumieć, czym kierował się w swoim życiu.

Dodatkiem do książki jest schemat przedstawiający skalę zła. Dla osób, które są zainteresowane psychologią, a zwłaszcza wątkami dotyczącymi przestępców i zbrodniarzy, będzie to fakt warty zauważenia. Ja sama chętnie się z nią zapoznałam.

Przyznaję, że miałam problemy z tym, żeby zacząć czytać powieść. Wszystko przez to, że otrzymałam ją w wersji PDF, a strasznie męczy mnie czytanie przy komputerze (nie fizycznie, a bardziej psychicznie). Nie pocieszało mnie to, że jest to naprawdę krótka historia (78 stron). Dzisiaj jednak postanowiłam, że przeczytam "Narodziny zła" i naprawdę poszło z górki. Czyta się lekko, autor pisze przyjemnym, prostym językiem. Naprawdę w ciekawy sposób oddał myśli Steve'a, jego emocje, problemy. Nie bał się używać przekleństw, czy śmiałych opisów brutalnych scen. Czułam się jakbym naprawdę czytała pamiętnik osoby chorej, ponieważ język był prosty, jak w prawdziwym pamiętniku.
"Nie ulitowałem się jednak. Potarłem zapałkę i rzuciłem w stronę worka, który natychmiast zajął się ogniem. Stałem i z lekkim uśmiechem patrzyłam, jak ten psiak cierpiał; myślałem mściwie, że mu się to należało."
Polecam Wam zapoznanie się z "Narodzinami zła". Jest to ciekawy debiut Dawida Waszaka, wart odnotowania. Można interesująco spędzić wieczór zapoznając się z tą historią, która stara się zgłębić psychikę chorego zbrodniarza.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi, Dawidowi Waszakowi.

Zwiastun "Narodziny zła"

27 grudnia 2013

35. "O krok za daleko" Abbi Glines

"Blair ma dziewiętnaście lat, jest niedoświadczona i delikatna. Może polegać wyłącznie na sobie. Tak się złożyło, że zostało jej tylko kilka rzeczy osobistych, stary pikap i broń w schowku - tak na wszelki wypadek. Jej ostatnią deską ratunku jest ojciec, którego nie widziała od lat. 

Rush ma wszystko. Jest młody, przystojny, bogaty i ma boskie ciało! W dodatku to sny znanego muzyka. Za takim chłopakiem jak on dziewczyny pójdą w ogień.
Kiedy Rush i Blair spotykają się, wybucha namiętność, która sprawia, że wszystko inne przestaje się liczyć. Uczucie, o którym każdy marzy, by przytrafiło się choć raz w życiu. Wiedzą, że jednak nie powinni być razem. Że ich miłość to tabu i nie wolno im wkraczać na zakazane dla nich obszary namiętności."
Blair to piękna, naturalna dziewczyna z niesamowitym magnesem, który przyciąga do niej ludzi. Po ciężkich przeżyciach w przyszłości, zupełnie sama, postanawia szukać pomocy u dawno niewidzianego ojca. Chce stanąć na nogi i znów się usamodzielnić. Tymczasem jej ojciec ponownie się ożenił, ma nową rodzinę i wcale nie zamierza poświęcać Blair za dużo uwagi. Skazana na towarzystwo imprezowego Rusha, który jest niesamowicie przystojny i seksowny, a co wieczór w jego łóżku ląduje inne dziewczyna, zaciska pięści i bez narzekania bierze co los jej dał. Jest tylko jedna rzecz, której pragnie, a nie może otrzymać. Właściwie, pragnie kogoś...

Romans między Blair i Rushem nie powinien mieć miejsca. Są przyrodni rodzeństwem, pochodzą z różnych klas społecznych, do tego on jest flirciarzem liczącym tylko na seks, a ona dziewicą, która nie wie czy potrafi oddać się bez miłości. Pomimo wielu różnic, coś ich do siebie przyciąga. Denerwował mnie fakt zapatrzonej w Rusha dziewczyny, która przy nim kompletnie głupiała oraz sam Rush, który zamienił z nią kilka słów, ale od razu nie mógł się jej oprzeć. 

Schemat jest do bólu znajomy - on bogaty, ona biedna. On skrzywdzony, ona ślepo zakochana. On bóg seksu, ona czysta jak łza. Już Wam coś świta? Tak, tak. Miałam wrażenie, że czytam Grey'a w wersji dla nastolatków, gdzie oczywiście nie mogło zabraknąć scen seksu. One również przypominały mi "Pięćdziesiąt twarzy...", ponieważ często odbywały się zamiast rozmów. Do tego zazdrość, nieporozumienia, trochę bólu rozstania i zawodu. 
"Są rzeczy, których na mój temat nie wiesz. Mnie nie da się owinąć sobie wokół palca. Mam skomplikowaną przeszłość. Bardzo skomplikowaną. Za bardzo dla kogoś takiego jak ty. (...) Stanowisz uosobienie kobiety, od której taki facet jak ja powinien trzymać się z daleka. Ponieważ nie jestem dla ciebie wystarczająco dobry."
Główni bohaterowie również mają pewne oklepane cechy, ale posiadają też inne, które dodają im więcej kolorytu. Blair pomimo młodego wieku ma na swoim koncie sporo bólu, z którym przez lata musiała walczyć sama, musiała szybciej dojrzeć. Do tego jej zakręcona przyjaciółka, która swoim zachowaniem mnie rozbawiała, ale wzbudzała również sympatię.

Zaskakującym faktem jest to, że chociaż schemat jest utarty, to książka mnie wciągnęła. Przeczytałam ją w jeden wieczór, zaledwie 3 godziny! Pomijając fakt tego, że czcionka jest duża, to mimo wszystko chciałam znać dalsze losy bohaterów, odczuwałam emocje towarzyszące Blair. Styl pisania autorki jest lekki, przyjemny, co tylko sprzyja szybkiemu czytaniu. 

Książkę zaliczam zdecydowanie na plus. Spędziłam przy niej przyjemnie czas i bardzo chętnie poznam dalsze losy bohaterów. Na szczęście drugi tom już jest w sprzedaży. Wspomniałam o "Pięćdziesięciu...", bo mają podobną historię, ale "O krok za daleko" jest mniej wulgarne, nie kipi aż tak bardzo seksem, widać zarys innej fabuły, innych wątków. Według mnie jest zdecydowanie lepsza, może przez to że bardziej dla starszej młodzieży niż dla dojrzałych kobiet. Ma w sobie coś co wciąga, a ponieważ jest na jeden wieczór - można się przy niej spokojnie zrelaksować, nie tracąc za dużo czasu (jeżeli komuś nie przypadnie do gustu).

25 grudnia 2013

Wyniki Konkursu Świątecznego

Kochani, muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego odzewu! Zgłosiły się 24 osoby, co dla mnie jest wynikiem naprawdę rewelacyjnym. Jest mi z tego powodu bardzo miło :)

Zacznę od zwycięzcy wybranego poprzez losowanie. Na żółtych karteczkach wypisałam Wasze nicki z maila, a później z zamkniętymi oczami wybrałam jeden z nich :)


Pierwszą nagrodę otrzymuje...



Druga nagroda sprawiła mi ogromny problem. Żałuję, że nie mogę nagrodzić Was wszystkich, ponieważ każda odpowiedź była wyjątkowa i powodowała uśmiech na mojej twarzy :) Pomysł na wigilijne rozgrzanie w chłodną noc przez Jona Snowa albo oglądanie umięśnionej klaty Kenji'ego... No cóż, muszę przyznać, że zdecydowanie podoba mi się takie podejście ;) Wiele Waszych odpowiedzi mnie wzruszyło, ponieważ pisaliście o tym, aby nie spędzać świąt w samotności, że liczą się prezenty od serca, a nie ich cena. Wspominaliście moich ulubionych bohaterów, jak Gandalf, Tyrion, Zgredek czy powieść "Dzieci z Bullerbyn". Muszę przyznać, że chyba nigdy więcej nie zrobię konkursu, w którym sama będę wybierała zwycięzców, bo jest to istny ból głowy!

Przechodząc jednak do meritum sprawy. Postanowiłam wybrać odpowiedź przesłaną przez Ewę Pałetko! Święta opisane przez nią wydają mi się bardzo ciepłe, wesołe, pełne miłości i śmiechu. Wyobrażając je sobie (ponieważ bohaterów oczywiście znam) mam uśmiech na twarzy i sama chętnie bym się przeniosła do tego świata :)

Nagrodzone odpowiedzi:

- Blog Recenzencki

#3 "Gdybyś mógł/mogła spędzić święta z wybranymi fikcyjnymi bohaterami, kto by to był i jak byś je spędził/a?"
Ci, którzy mnie znają, nie powinni być zdziwieni, że święta spędziłabym z Alanem Christoffersen'em. Jest to główny bohater serii Dzienników pisanych w drodze, których autorem jest Richard Paul Evans. [Nawiasem, jeśli ktoś nie zna autora, ani nie czytał "Dotknąć nieba" cz.I i "Na rozstaju dróg" cz.II, to zachęcam! Gorąco!] 

Dlaczego on? Dlaczego z nim? Ja, tak jak i on, jesteśmy ludźmi po przejściach. Nasze życie nigdy nie było łatwe. Ale na pewno jest ono bogate w taką lekcję, której nie da się nigdzie wyczytać. Musielibyśmy wejść w czyjąś skórę, co nie jest realne... Alan nauczył mnie jak odbyć podróż przez własne słabości, upadki, cierpienie... i żyć dalej. 
Wiecie, ludzi można podzielić na takich, którzy są silni. Mają mocną pozycję w życiu. Silne plecy. Twardy tyłek. Oraz tych, którzy sprawiają takie wrażenie. Ja i Alan jesteśmy z jednej masy. My dopiero uczymy się mieć twardy tyłek. Ale wiemy... że jeśli pozbędziemy się swojej wrażliwości, nigdy już nie będziemy tacy sami. 
Spędziłabym Święta na rozmowie. Bo wiem, że jest on jedną z tych osób, z którymi czas staje w miejscu. Czasem się łapię na tym, że szukam mężczyzny, który byłby nim. Ale w tłumie osób, które gdzieś się obok przewija nie ma tak "pięknej" duszy. Nie ma tak dobrego i mądrego człowieka. A szkoda... Bo pięknie byłoby razem pomówić, a jeszcze piękniej byłoby pomilczeć, wiedząc, że przecież się rozumiemy. 
Jeśli ktoś z Was dojdzie do tego momentu, w którym obecnie jestem ja... To zrozumie jak bardzo czasem człowiek potrzebuje rozmowy z bratnią duszą. Jak dobrze byłoby zrzucić ten ciężar ze swoich ramion i odpocząć. 
- Ewa Pałetko

#3 "Gdybyś mógł/mogła spędzić święta z wybranymi fikcyjnymi bohaterami, kto by to był i jak byś je spędził/a?"

Gdyby dane mi było spędzić święta z wybranymi fikcyjnymi bohaterami z pewnością byłaby to rodzina Weasley'ów z "Harry'ego Pottera". Uwielbiam poczucie humoru i beztroskę bliźniaków, rozsądek i ciekawość świata pana Weasley'a, troskę i ciepło pani Weasley, "uczuciowość" Rona, szczerość Ginny, odwagę Charliego, wilcze cechy Billa, a nawet trochę lubię protekcjonalność Percy'ego.
Te święta na pewno byłyby pełne radości, ciepła i humoru. Każdy zadbałby o to, aby ani na chwilę nie ustał świąteczny rozgardiasz. Harry i Hermiona, którzy również gościliby w domu Weasley'ów uświetnialiby grono wigilijnych biesiadników. 
Stół byłby zastawiony najpyszniejszymi potrawami przygotowanymi przeze mnie, panią Weasley, Ginny i Hermionę. Nie zabrakłoby również kufli kremowego piwa, kieliszków wspaniałego wina, no i oczywiście kuszących ciast pani Weasley. 
Wszyscy bylibyśmy weseli, energiczni, najedzeni. Wieczorami siedzielibyśmy ogrzewani blaskiem kominka i rozmawialibyśmy do późnej nocy. 
Myślę, że to byłyby najlepsze święta w moim życiu.

Zwycięzcom gratuluję!  
Skontaktuję się z Wami mailowo w sprawie adresu do wysyłki nagród niespodzianek :)

Zapraszam Was do czytania dzisiejszej recenzji "Sędziego Di i złotych morderstw" Roberta van Gulika [klik] :) 

34. "Sędzia Di i złote morderstwa" Robert van Gulik

"Tom Sędzia Di i złote morderstwa opowiada historię początków kariery sędziego Di, który obejmuje swój pierwszy urząd jako sędzia pokoju w Peng-lai. 

Sędzia Di wraz ze swym wiernym towarzyszem sierżantem Hoongiem udaje się w drogę ku Peng-lai. Napadnięty zostaje przez dwóch rzezimieszków, Chiao Taia oraz Ma Joonga. Jednak osobowość sędziego wywiera tak silne wrażenie na napastnikach, że miast ograbić swą ofiarę, decydują się jej służyć. Odtąd wykonywać będą czarną robotę, sędzia Di zaś stanie się mózgiem ich poczynań. 
W prezentowanym tomie Di musi zmierzyć się z tajemnicą śmierci swojego poprzednika na stanowisku sędziego pokoju. Przyjdzie mu wyjaśnić zagadkę morderstw, które mają kolor złota."
Dla wielu z Was książki tej serii nie będą już zaskoczeniem, ponieważ mogliście wcześniej przeczytać kilka recenzji dotyczących historii sędziego Di. Tym razem miałam przyjemność dowiedzieć się jakie były początki kariery Di jako sędziego pokoju.

Jak zawsze niewątpliwym plusem tych książek jest spis bohaterów na początku książki. W ten sposób nie pogubimy się wśród postaci, zwłaszcza że mają podobne nazwiska bądź imiona. Dodatkowo załączona jest mapka przedstawiająca Peng-lai oraz obrazki, które urozmaicają nam czytanie.

Sędzia Di jest młodym mężczyzną, który obejmuje swój pierwszy poważny urząd jako sędzia pokoju. Od zawsze chciał rozwiązywać przestępstwa, dlatego jest pełen energii. Chociaż brak mu doświadczenia, wykazuje się inteligencją i sprytem. Wraz z pomocą swoich przybocznych, którzy są pod wrażeniem silnej osobowości i mądrości, stara się zaprowadzić spokój i rozwikłać zagadki, które silnie go otaczają. Warto zwrócić uwagę również na pomocników sędziego, którzy postanawiają zmienić swój dotychczasowy styl życia, chociaż oczywiście nie porzucają wszystkich nawyków. Są oni interesujący przez wzgląd na swoją charyzmę oraz luz, który posiadają. Zdarzało się, iż ich rozmowy wywoływały uśmiech na mojej twarzy.

W powieści mamy do czynienia z kilkoma morderstwami, zaginięciem młodej kobiety oraz przemytem. Sędzia Di ma sporo pracy, zwłaszcza że jego przeciwnicy próbują wyprowadzić go w pole i podsyłają mu mylące tropy. Śledzimy jak rozwiązywana jest zagadka tylko dzięki inteligencji i sprytowi, a także rozmowom z mieszkańcami. Stanowi to spory kontrast w porównaniu do dzisiejszych, dobrze rozwiniętych technologii.

Książki van Gulika może nie są najbardziej wciągającymi kryminałami, ale osobiście bardzo je lubię. Są przyjemne, lekko się je czyta. Jeszcze nigdy nie udało mi się rozwiązać zagadki, ale na samym końcu sędzia Di zawsze wyjaśnia swój tok rozumowania, więc na szczęście nie pozostajemy w niewiedzy. Ja chętnie poznam inne przygody sędziego Di.

________________________________

W Boże Narodzenie chciałabym Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia. Dużo zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń, regeneracji sił i dużo uśmiechów na twarzy :) Wszystkim książkoholikom życzę mnóstwo nowych powieści, które mogliby ułożyć na swoich półkach :)


22 grudnia 2013

33. "Mroki" Katarzyna Szewioła-Nagel

"Leto jest elfem i doświadczonym przez życie skrytobójcą. Nic więc dziwnego, że gdy trafia do niewielkiej ludzkiej wsi, jest nieufny. Szybko jednak przekonuje się, że mieszkańcy są życzliwi i nie grozi mu z ich strony żadne niebezpieczeństwo. Zaczyna nawiązywać znajomości z mieszkańcami i po raz pierwszy ma okazję zakosztować spokojnego, prostego życia. Idylla nie trwa jednak długo. Zbliża się zima i mieszkańcy obawiają się o swoje stada, coraz częściej atakowane przez wilki. Leto, chcąc odwdzięczyć się za gościnę, postanawia pomóc wieśniakom. Szybko okazuje się, że ataki na owce nie są przypadkowe, a elf mimowolnie wplątał się w intrygę, która poprowadzi go na spotkanie z dzikimi magami."
Leto jest elfem skrytobójcą, który swoje umiejętności postanawia wykorzystać w podzięce za pomoc od mieszkańców wioski. Nigdy wcześniej nie spędził dużo czasu w jednym miejscu, ale ponieważ zbliża się zima, dla własnej wygody, ciepłego jedzenia i posłania, zmienia swoje wcześniejsze przyzwyczajenia. Okazuje się być zbawieniem dla mieszkańców, ponieważ zbliżają się ciężkie dni, zwane Mrokami. Wraz z uzdrowicielką Meran oraz odważną i świetnie posługującą się bronią Norą, będą musieli stawić czoła ciemności i dzikim magom.

Zdecydowanym plusem dla autorki są bohaterowie, a zwłaszcza Leto. Po raz pierwszy spotykam się z takim przedstawieniem elfa, które różni się diametralnie od innych. Chociaż jest utalentowanym zabójcą, posiada ludzkie słabości. Był chyba najczęściej mdlejącą postacią w tej historii, ale przyznać mu trzeba, że był najbardziej narażony na magię przeciwników przez wzgląd na swoja siłę i cenną elfią krew. Posiada jeszcze cięty język, ale to akurat cecha wielu bohaterów "Mroków", przez co ich dialogi są czasem naprawdę ciekawe i zabawne.

Spotkałam się z opinią, że w historii nie ma wątku miłosnego. Otóż są, ale bardzo delikatne, subtelne i niecisnące się czytelnikowi nachalnie w oczy. Meran wraz z Ulfrikiem stanowią idealny przykład kochającego się małżeństwa, które nie jest jednak przesadnie słodkie, opływające lukrem. Jedno zrobiłoby dla drugiego wszystko, co nie przeszkadza im drażnić się wzajemnie i sprzeczać. Nie potrzeba wylewnych opisów czułości, aby pokazać miłość i troskę.
"- Daj, kobieto, spać. Zmęczony jestem.

- Nie śpij. Coś się dzieje - jęczała, wykrzywiając usta. Głosy natężały się w jej głowie z coraz większą siłą. 
- Nie pij tyle tych cholernych ziółek - burknął i obrócił się na drugi bok, zasypiając."
W powieści mamy również dużo wydarzeń i spory rozlew krwi. Chociaż zdarzają się spokojniejsze momenty, tak naprawdę są one ciszą przed burzą. Autorka nie daje nam za dużo odpoczynku od akcji, a nasi bohaterowie wystawieni są na liczne niebezpieczeństwa i muszą być w ciągłej gotowości do walki. Tak, zapowiada się istna jatka, a ziemia zostanie nasączona dużą ilością krwi.

Styl autorki jest lekki i prosty. Momentami odnosiłam wrażenie zbytniej prostoty w opisach, przechodzeniu z jednego wątku do drugiego czy zmian nastroju u bohaterów. Im dalej zagłębiałam się w lekturę, tym była ona jednak lepsza. Rozwinięte opisy, pokazanie emocji bohaterów, a przy tym wciąż lekkość dialogów. Podczas gdy początek mi się dłużył, tak drugą połowę książki przeczytałam już bardzo szybko. Zarówno poprzez rozwój akcji, jak i lepszy styl autorki.

Jeżeli Katarzyna Szewioła-Nagel utrzyma się w tej tendencji zwyżkującej i każdy kolejny rozdział napisany przez nią będzie ciekawszy, lepszy, to muszę przyznać, że nie mogę się doczekać drugiego tomu "Mroków". Tym bardziej, że zakończenie książki tak naprawdę otwiera nam nowy rozdział w życiu bohaterów, a ponieważ ich polubiłam, to chętnie dowiem się jak potoczą się ich dalsze losy.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce, pani Katarzynie Szewiole-Nagel
Recenzja bierze udział w promowaniu polskich autorów przez grupę Polacy nie gęsi i swoich autorów mają


15 grudnia 2013

32. "Wołanie kukułki" Robert Galbraith

"Ciało supermodelki Luli Landry zostaje znalezione pod balkonem jej londyńskiego apartamentu. Policja stwierdza samobójstwo, lecz brat ofiary nie wierzy w tę wersję i zatrudnia prywatnego detektywa, Cormorana Strike'a.

Strike jest weteranem wojennym, podczas służby w Afganistanie ucierpiał fizycznie i psychicznie. Ma kłopoty finansowe i właśnie rozstał się z kobietą swojego życia. Sprawa Luli to dla detektywa szansa na odbicie się od dna, ale im bardziej wikła się w skomplikowany świat wyższych sfer, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo.
Wołanie kukułki to wciągająca klimatyczna powieść zanurzona w londyńskiej atmosferze spokojnych uliczek Mayfair, ciasnych barów East Endu i tętniącego życiem Soho. Książka otwiera cykl kryminałów z Cormoranem Strikiem."
Robert Galbraith to pseudonim Joanne K. Rowling, autorki znanej na całym świecie serii o Harrym Potterze. To właśnie przez nazwisko autorki zainteresowałam się tą książką. Powieści o małym czarodzieju pochłonęłam i do tej pory darzę szczerą miłością. Byłam ciekawa, jak Rowling poradzi sobie w innej odsłonie. Nie miałam przyjemności czytać "Trafnego wyboru", więc "Wołanie kukułki" było dla mnie pierwszym spotkaniem spoza świata Pottera. Do czytania podeszłam z pełną otwartością, bez porównywania kryminału do wcześniejszej twórczości autorki.

Cormoran Strike to prywatny detektyw, który w ostatnim czasie trochę się zaniedbał. Nabrał zbędnych kilogramów, a jego kondycja fizyczna woła o pomstę do nieba. Do tego rozstał się z wieloletnią partnerką, popadł w długi, a w jego agencji rzadko pojawiają się klienci. Czasem brak mu taktu, stracił też szacunek, którym darzyło go wiele osób. Był jednak człowiekiem dążącym do rozwiązania sprawy, nie bał się podejmować radykalnych środków, posiadał też cieplejsze uczucia, chociaż wolał się z nimi ukrywać. Początkowo miałam o nim niskie mniemanie, traktowałam go jak detektywa-amatora z przypadku, ale wraz z rozwijaniem się fabuły nabierałam do niego szacunku, zaczął nawet budzić we mnie sympatię.

Oprócz Cormorana warto zapamiętać sobie Robin, sekretarkę detektywa. Młoda kobieta dopiero przeprowadziła się do Londynu i zaręczyła z Matthew, swoim wieloletnim partnerem. Podejmuje się tymczasowych prac, jednak szuka stałego, pewnego zatrudnienia. Ponieważ od zawsze interesowała ją praca detektywa, w agencji Strike czuje się na miejscu i chętnie wykazuje się własną inicjatywą. Chociaż nie zawsze dobrze dogaduje się z mężczyzną, a jej narzeczony stara się ją zniechęcić do detektywa, to w miarę upływu czasu nabiera do niego sympatii i z żalem myśli o odejściu z tymczasowej pracy.
"Jak to możliwe, że ktoś, kto od najmłodszych lat czuł potrzebę sprawdzania, zdobywania pewności, wyłuskiwania prawdy z najbłahszych zagadek, mógł tak mocno i tak długo kochać dziewczynę, która kłamała z taka łatwością, z jaką inne kobiety oddychają?"
Sama historia jest ciekawa. Ginie modelka, która według policji popełnia samobójstwo, jednak jej brat nie może w to uwierzyć. Strike musi udowodnić, że modelka mogła zostać zamordowana. Sprawa nie jest prosta, ponieważ wielu świadków milczy, aby zachować swoją twarz i osiągnąć jak największe korzyści ze sprawy. Do samego końca nie wiedziałam jak sprawa się rozwiąże. Wszystko wydawało mi się prawdopodobne, początkowo wykluczane morderstwo zaczęło nabierać sensu, ale brakowało mi potencjalnych sprawców. Niby byli podejrzani, ale każdego można było wykluczyć. Mam wrażeniem jakbym przy samym końcu zgubiła się, a Strike wyciągnął dowody z rękawa, wcześniej nie dzieląc się nimi z czytelnikami. Było to dla mnie minusem całej powieści i to chyba znaczącym.

Na samym początku miałam problemy ze zrozumieniem treści książki. Zdania wydawały się dla mnie nie mieć sensu, jakby były źle skonstruowane. Był to jednak problem pierwszych kilku stron, później nie miałam już z tym problemu. Sam styl autorki podobał mi się, ponieważ nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie bohaterów czy zaistniałych sytuacji. Zwłaszcza w przypadku pewnej modelki, która miała denerwujący nawyk powtarzania "no wiesz". Rowling nie bała się używać wulgaryzmów, ale nie psuły one odbioru historii, a moim zdaniem dodawały jej realności - stresująca sprawa, śmierć najbliższej osoby czy nabywanie urazów, mogą wywołać u nas niecenzuralne słowa.

"Wołanie kukułki" było przyjemnym doświadczeniem i cieszę się, że jest to dopiero początek serii. Zdecydowanie podoba mi się postać detektywa Strike'a, dlatego chętnie zapoznam się następnymi historiami o tym bohaterze. Pomimo drobnych wad, na które można przymknąć oko, warto sięgnąć po tą książkę. Nie tylko dlatego, aby zapoznać się z inną twórczością Rowling, ale po to, aby przeczytać dobry kryminał.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.


11 grudnia 2013

31. "Przyjaciele po grób" Nele Neuhaus

"Gdy pracownik zoo w Kronbergu znajdzie ludzką rękę, komisarz Oliver von Bodenstein i jego koleżanka Pia Kirchhoff wdrożą śledztwo, które zatoczy szeroki łuk, nie omijając bogatych udziałowców holdingów budowlanych, najwyższych urzędników miejskich, genialnych młodych informatyków oraz bezkompromisowych ekologów. 

Dochodzenie nie oszczędzi też dyrektora zoo Christopha Sandera, w którego niewinność wierzy jedynie zauroczona komisarz Kirchhoff... 
Od pierwszych stron książki wchodzimy w świat zawikłanych układów świata biznesu i wraz z głównymi bohaterami gubimy się w gąszczu sprzecznych tropów. Kto zabił Hansa-Ulricha Pauly'ego, znanego ekologa i obrońcę przyrody? Dla wielu był solą w oku, ale który z jego oponentów odważyłby się posunąć do zbrodni?"
Kiedy zobaczyłam, że do wygrania w konkursie jest książka Nele Neuhaus "Przyjaciele po grób", postanowiłam wziąć udział. Szczęście mi dopisało i wygrałam! Czytałam wcześniej "Śnieżka musi umrzeć" [klik] tej autorki i byłam z niej naprawdę zadowolona. Jak wygląda sprawa z jej kolejną książką?

Głównymi bohaterami serii są komisarz Oliver Bodenstein oraz jego współpracownica, Pia Kirchhoff. Wraz ze swoim zespołem rozwiązują sprawy kryminalne, które maja miejsca w pobliżu malowniczych gór Taunus. Tym razem ofiarą pada zagorzały ekolog, który dla wielu osób stanowił zagrożenie. Wybuchowy temperament i upór w dążeniu do celu, sprawiają iż wiele osób chętnie usunęłoby go ze swojej drogi. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą duże pieniądze oraz wizerunek wielu majętnych i szanowanych osób. Ofiara była jednak również mentorem wielu zapatrzonych w niego nastolatków, co nie zawsze wprawiało ich rodziców w zachwyt.

"Przyjaciele po grób" jest kryminałem, który od początku do końca trzyma nas w napięciu i niepewności. Podejrzanych przybywa, pojawiają się kolejne prawdopodobne motywy zbrodni, jednak wszystkie okazują się być ślepą uliczką. Pomyślicie sobie zapewne, że jest to jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem. Nic bardziej mylnego. Neuhaus utrzymuje wszystko w spójnej formie, każda opcja jest możliwa i nikogo nie możemy tak naprawdę wykluczyć z grona podejrzanych. Do samego końca miałam wątpliwości co do mordercy, ponieważ każda osoba miała sposobność oraz dobry powód do popełnienia morderstwa. Nie było to puste mieszanie nam w głowach, szukanie podejrzanych na siłę, a odpowiednio przemyślane działanie.
"- Niestety tak - potaknął z powagą Bodenstein. - Bardzo mi przykro, ale muszą państwu przekazać tę wiadomość. Państwa syn nie żyje.

Przez kilka sekund nic się nie działo. Rodzice nastolatka patrzyli to na siebie, to na policję, a w ich oczach bezradność i strach mieszały się z niedowierzaniem. Bodenstein aż nazbyt dobrze znał takie reakcje. Ludzie zawsze zachowywali się tak samo."
W przypadku głównych bohaterów, widzimy ich ze strony zawodowej, ale również prywatnej. Mamy przyjemność obserwować ich życie rodzinne, początkujące romanse. W ten sposób lepiej ich poznajemy, mamy szerszą perspektywę na ich zachowanie. Umożliwia nam to również narrator, który towarzyszy im naprzemiennie. Pozostałych członków zespołu poznajemy tylko pobieżnie. Więcej możemy dowiedzieć się o podejrzanych, ponieważ w wyniku śledztwa wychodzą na jaw ich sekrety.

W tym miejscu muszę wspomnieć o początkującym romansie, który nawiązuje Pia Kirchhoff. Kobieta czeka na rozwód, ponieważ jej małżeństwo wypaliło się. Pragnie znów czuć motylki w brzuchu, miękkość kolan, tą radość na widok drugiej osoby. Dzięki autorce, mogłam odczuwać te emocje wraz z bohaterką. Czułam jej ekscytacje i niepewność, a także to radosne oczekiwanie na wiadomość od drugiej osoby. Był to bardzo fajnie wprowadzony wątek miłosny, delikatnie w tle, bez mocnego narzucania się.

Chociaż "Przyjaciele po grób" została w Polsce wydana później niż "Śnieżka musi umrzeć", jej akcja ma miejsce wcześniej. Trochę mnie to na początku zamotało, ponieważ miałam rozbieżność pewnych faktów. Ale nie była to wada książki, a jedynie nieodpowiednia kolejność czytania.

Powieść czyta się naprawdę z przyjemnością, ponieważ jest to dobrze napisany kryminał, z zawiłą intrygą, trzymającą w pełnym napięciu. Nie ma tutaj przypadkowych zachowań. Styl autorki jest lekki, co dodatkowo wpływa na pozytywny odbiór książki. Mogę Wam ją z czystym sumieniem polecić.

6 grudnia 2013

30. "Świt demonów" William Hussey

"PRADAWNE ZŁO BUDZI SIĘ Z UŚPIENIA!

Piętnastoletni Jake Harker ma fioła na punkcie horrorów...
Od dnia, w którym jako dziewięciolatek dostał w prezencie pudło ze starymi komiksami, systematycznie pogłębia swoją wiedzę na temat demonów, potworów i spółki. Nigdy nie przypuszczał, że któregoś dnia ocali mu ona życie.
Gdy matka Jake'a zostaje brutalnie zamordowana, chłopak odkrywa, że jego najbliżsi skrywali paskudny sekret. Świat istot nadprzyrodzonych istnieje naprawdę - równolegle z naszą rzeczywistością - i jest bardziej przerażający, niż wyobrażali to sobie komiksowi scenarzyści.
Raz na pokolenie wrota piekieł stają otworem i stworzenia rodem z najgorszych koszmarów zaczynają przenikać do naszego świata. Jedynym sposobem na zamknięcie piekielnych odrzwi jest złożenie ofiary, której krew może odnowić magiczną pieczęć.
Tym razem to właśnie Jake ma ocalić ludzkość. Problem w tym, że obeznany z demoniczną materią chłopak wcale nie ma ochoty kłaść głowy pod topór."
"Świt demonów" to pierwsza część Łowcy Czarownic Williama Husseya, która reklamowana jest jako "Brytyjska odpowiedź na Stephena Kinga!". Miałam przyjemność czytać dopiero dwie książki Kinga, ale jak dla mnie jest to przesadzone zdanie. Styl jest zdecydowanie prostszy, przypominający mi typowe książki dla młodzieży, ale nie zmienia to faktu, że książkę czytało mi się przyjemnie. 

Jack jest kolejnym outsiderem, nie rozumianym przez swoich rówieśników, który w obliczu niebezpieczeństwa i zagrożenia dla świata, odkrywa w sobie odwagę i siłę do walki. Używa swojego rozumu i wiedzy, aby sprostać wyzwaniu. Trochę oklepane, prawda? Jest to często przejawiający się motyw, nie skreślający jednak powieści. Tym bardziej, że sam fakt dlaczego Jack ma stawić czoła demonom, jest sporym zaskoczeniem. Osobiście nie przypominam sobie podobnej sytuacji, dlatego zaznaczam to jako plus. Oczywiście nie zdradzę Wam o co chodzi, byłoby to zbyt duże spoilerowanie :)
"Jestem własnym odbiciem. Jestem wszystkim, czym jesteś ty i więcej. Jestem wszystkim, czym jesteś ty i mniej. Odnajdziemy się w rozpaczy."
Historia jest prosta - trzeba powstrzymać Świt Demonów, który znów nieubłaganie się zbliża. Co pokolenie Starsi muszą ratować świat, a za każdym razem jest coraz gorzej, muszą podejmować drastyczniejsze środki. Sabat Crowdena, który chce otworzyć Wrota dla potworów, rośnie w siłę. Dlatego Starsi pracują nad bronią, która ma im pomóc. Niestety, nie działa ona i ich nadzieja słabnie. Czy uda się uratować świat przed demonami? Sytuacja nigdy nie była tak dramatyczna. Nawet najstarsi członkowie Sabatu nie pamiętają momentu, gdy było im dane zobaczyć Czwarty Omen Świtu Demonów. Czwarty i zarazem ostatni... 

Narracja jest trzecioosobowa. Nie śledzimy poczynań jednego bohatera, ale towarzyszymy kilku, zarówno tym dobrym (?), jak i tym złym. Jest to kolejna książka, w której historia prowadzona jest w ten sposób i dalej utrzymuję, że jest to ciekawy zabieg. 

Książkę czytało mi się lekko i przyjemnie, chociaż nie wciągnęła mnie ona do tego stopnia, bym nie mogła się od niej oderwać albo myślała o niej dłużej. Na pewno przeczytam drugą część, ponieważ mam ją już w domu, ale nie czuję potrzeby rzucać się na nią już teraz. Historia na pewno jest ciekawa, można ją szybko przeczytać jeśli się do niej spokojnie zasiądzie, ale myślę że przeżyjecie, jeśli się z nią nie zapoznacie. 

________________________________

Kochani, zapraszam Was do wzięcia udziału w Konkursie Świątecznym, który organizuję. Do zgarnięcia są dwie nagrody niespodzianki :) Więcej informacji znajdziecie w zakładce "Konkurs Świąteczny" :)
Udanych Mikołajek!

2 grudnia 2013

29. "Odd Thomas. Diabelski pakt" Dean Koontz

"Na słonecznych ulicach Pico Mundo robi się coraz bardziej niespokojnie. Kiedy na drodze Odda staje zasmucony duch małego chłopca, bohatera poprzysięga wyplenić zło, które zakorzeniło się w miasteczku. Czy jednak wyjątkowe umiejętności oraz wsparcie lokalnej policji i Stromy, jego wystrzałowej dziewczyny, okażą się wystarczające? Czy Odd może zmierzyć się z tajemniczym prześladowcą, który zdaje się zawsze wyprzedzać pościg o krok... i zamierza nadal zabijać"
Książka Deana Koontza "Odd Thomas. Diabelski pakt" to rysunkowa wersja jego powieści z serii o Oddzie Thomasie. Wraz z Queenie Chan opracował scenariusz, a artystka przygotowała ilustracje, nadała bohaterom twarz.

Przyznaję, że na samym początku były momenty, gdy gubiłam się w akcji. Nie byłam pewna czy czytam dymki z tekstem w odpowiedniej kolejności. Wszystko nie miało dla mnie ładu i składu. Szybko jednak się przyzwyczaiłam, więc ta krótka historia zleciała mi naprawdę w błyskawicznym tempie. Ledwo zaczęłam czytać, a już był koniec. Jest to przygoda na jeden wieczór, może z godzinkę, chyba że ktoś dłużej analizuje obrazki.

Wersja komiksowa, z bohaterami wyglądającymi jak z mangi, na pewno jest ciekawym dodatkiem dla fanów twórczości Deana Koontza, a także dla wielbicieli Odda Thomasa, jego najpopularniejszego bohatera. Sam pomysł na postać jest na pewno ciekawy. Odd to młody chłopak, skromny, troskliwy, kochający, ale również odważny i walczący w słusznej sprawie. Ma dar, widzi zmarłych. Dzięki temu często pomaga policji, ale czerpie z tego również inne... Korzyści. Na jego kanapie waletuje bowiem sam Elvis Presley!

Historia jest trochę krótka i jak dla mnie momentami dziwna. Policja pozwala chłopakowi na włamanie do domu podejrzanego. Wypuszczenie z rąk podejrzanego, tak ot, po prostu. Trochę mi się to nie kleiło, ale nie będę zbytnio się czepiać.

Rysunki są ciekawe i naprawdę fajnie wykonane. Spodobała mi się zwłaszcza postać Stromy, która jest po prostu śliczna. Już po samych rysunkach widać jej charakter. Do tego wykonanie książki jest świetne. Zawsze podobały mi się wypukłe litery na okładkach. Wygląda przejrzyście i estetycznie, prosto. Zdecydowany plus.

Kilka lat temu miałam styczność z komiksami, ale była to krótka przygoda. "Odd Thomas. Diabelski pakt" było na pewno miłą odskocznią i chwilą relaksu. Chociaż gdyby nie wygrana w konkursie, pewnie nie skusiłabym się na nią. Na pewno jednak zainteresowała mnie główna postać i chętnie zapoznam się z serią o Oddzie, już w normalnej, tradycyjnej wersji.

1 grudnia 2013

Konkurs Świąteczny


Konkurs Świąteczny

1. Konkurs organizowany jest przez autorkę bloga http://licencja-na-czytanie.blogspot.com, Szusteczkę.
2. Nagrody funduję osobiście. Będą one w formie niespodzianki, ale możecie spodziewać się jednego - będą to książki :)
3. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby mieszkające na terenie Polski.
4. Nie trzeba posiadać bloga, aby wziąć udział.
5. Proszę o polubienie mojej strony na Facebooku [klik] oraz dodanie bloga do obserwowanych. Nie jest to warunek konieczny, ale będzie mi miło :)
6. Będę wdzięczna za udostępnienie informacji o konkursie na Facebooku.
7. Proszę o wklejenie banera konkursowego wraz z odnośnikiem [klik] na swojego bloga.
8. Konkurs trwa od 1.12 do 24.12.2013.
9. Wyniki pojawią się do 31.12.2013. Będzie dwoje zwycięzców:

  • jeden poprzez losowanie;
  • drugi poprzez mój indywidualny, subiektywny wybór.
Ze zwycięzcami skontaktuję się osobiście.
10. Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na jedno wybrane pytanie konkursowe i wysłać odpowiedź na maila: licencja.na.czytanie@gmail.com.


Pytania konkursowe

#1 "Jakie obchody Świąt Bożego Narodzenia, opisane w książce, najbardziej przypadły Ci do gustu?
Opisz je w skrócie, wyjaśnij swój wybór."

#2 "Pomyśl o swoim ulubionym bohaterze. Jaki prezent na święta byś mu podarował/a?"

#3 "Gdybyś mógł/mogła spędzić święta z wybranymi fikcyjnymi bohaterami, kto by to był i jak byś je spędził/a?"

Baner konkursowy


Na odpowiedzi czekam do 24 grudnia do północy!