11:36:00

7. "Miasteczko Salem" Stephen King

Cześć :)
Trochę czasu minęło od ostatniej notki. Mam jednak nadzieję, że nie zraziło Was to :) Wczoraj (a właściwie już dzisiaj) w nocy skończyłam czytać "Miasteczko Salem" Stephena Kinga. Dlatego jak tylko obudziłam się, to wstawiam dla Was opis i moją skromną recenzję tej książki!


Jerusalem to małe miasteczko, do którego nowości docierają z opóźnieniem. Miasto żyje swoim własnym życiem, kobiety plotkują, a mężczyźni spotykają się w sklepie lub barze na piwo. Pisarz Ben po latach nieobecności, postanawia wrócić do miejsca z dzieciństwa, które dalej śni mu się w koszmarach. Początkowe szczęście nie zapowiada tragedii, która będzie miała miejsce w Salem. Ludzie zaczynają umierać, każda śmierć pociąga za sobą kolejną. Grupka ludzi postanawia walczyć ze złem, jednak czy uda im się wygrać?

Zacznę od tego, iż już na samym początku zauważyłam - zanim jeszcze akcja zdążyła nabrać tempa - że Stephen King zdecydowanie ma talent (O czym chyba wielu z Was nie muszę informować. Dla mnie jest to dopiero pierwsza książka tego autora!). Nawet zwykły opis mężczyzny i chłopca, podróżujących po kraju, jest ciekawy i dobrze napisany. "Miasteczko Salem" była dopiero drugą powieścią autora (wydana w 1975), a już wtedy było widać porządny warsztat pisarski Kinga.

O wydarzeniach w miasteczku dowiadujemy się z perspektywy wielu bohaterów. Narrator towarzyszy nie tylko głównemu bohaterowi, ale również innym. Dzięki temu mamy szerszy pogląd na sprawę. Przyznaję, że chyba najbardziej działały na mnie opisy wtedy, gdy patrzyliśmy na działania młodego chłopca, Marka. Prawdopodobnie dlatego, że przerażało mnie, iż w tak wczesnym wieku musi mierzyć się z niezwykle trudnymi, strasznymi wydarzeniami. Bardzo inteligentny chłopiec, który od dawna interesuje się potworami i siłami nadprzyrodzonymi, nawet nie spodziewa się, że wkrótce rzeczywistość nabierze równie przerażających barw.

Dzięki tej szerszej perspektywie, patrzeniu przez pryzmat wielu osób, lepiej poznajemy miasteczko i jego mieszkańców. Dla mnie łączy się to z jeszcze jedną rzeczą - większym przywiązaniem do niektórych osób. W końcu im lepiej kogoś znasz, tym bardziej myślisz nad jego losem. I chociaż jest to tylko książka, a niektórzy bohaterowie nie byli aż tak dokładnie opisywani, często miałam w głowie myśli typu "Zamknij te drzwi i nie wpuszczaj nikogo!" albo "Tylko nie on, przecież był taki miły" bądź "Oooo, dorwali tą starą plotkarę". Można zdecydowanie zaliczyć to na plus całej książki.

Czytając książkę, zadawałam sobie pytanie jak uda się im pokonać czające się wszędzie zło. W końcu była ich tylko nieliczna grupka, w tym mały chłopiec, a ich wróg rósł w siłę w zastraszającym tempie. Zastanawiałam się czy ktoś dołączy do nich i wspólnie przeciwstawiają się biegowi wydarzeń, jednak to małe miasteczko umierało w ciszy. Mieszkańcy czuli, że dzieje się coś niedobrego, chociaż nie wiedzieli nic o czekającym na nich nieszczęściu. Podświadomość nakazywała im zamykać wszystkie okna i drzwi, dla bezpieczeństwa zostawać w domach oraz nie patrzeć w okna. Niestety, często gubiły ich zawarte przyjaźnie, ponieważ zło najszybciej ciągnęło do znanych im miejsc i ludzi.

Książkę zdecydowanie polecam. Fani Stephena Kinga najprawdopodobniej już ją znają, a jeśli nie - na pewno kiedyś po nią sięgną, wiedząc że się nie zawiodą. Tym, którzy (podobnie jak ja) jeszcze nie spotkali się z żadną powieścią tego autora, również mówię zdecydowane: WARTO. Jest to świetnie napisana książka, bo - jak już wcześniej wspomniałam - autor ma porządny warsztat pisarski. Do tego sama historia jest ciekawa. Mnie wciągnęła, zastanawiałam się jak poradzą sobie bohaterowie, czy uratują miasteczko i sami przetrwają (nawet jeśli uszliby z życiem, takie wydarzenia odciskają wielkie piętno na psychice). Przejawia się wątek miłości, jednak nie jest on główny ani ckliwy, więc dla osób, które nie lubią tego - nie będzie Wam on przeszkadzał w czytaniu.Podsumowując - polecam i zapraszam do czytania! :)

Teraz, gdy ziemię zalały potoki światła, wszystkie złe istoty udały się na spoczynek. Zaczynał się piękny, pogodny, jesienny dzień. Miasteczko, nie wiedząc, że właściwie jest już martwe, budziło się powoli ze snu, nie pamiętając nic z tego, co się działo w nocy. Według Almanachu Farmera w poniedziałek słońce miało zajść punktualnie o dziewiętnastej.

PS. Zapraszam Was na facebooka i niedawno założoną stronę mojego bloga -> Licencja Na Czytanie !! Klikajcie, lajkujcie, udostępniajcie - zawsze będziecie na świeżo informowani o nowościach na blogu, a kto wie - może również jakichś ciekawostkach :) 

7 komentarzy:

  1. Lubię w książkach dobrze dopracowany warsztat, jeżeli chodzi o różnych bohaterów :) Tak jak napisałaś, możemy sięgnąć po różne perspektywy i polubić ich jeszcze bardziej. Książka wydaje się ciekawa, chociaż też byłaby to moja pierwsza Kinga. Ale zachęciłaś mnie do jej przeczytania, więc jak tylko mi się uda, to po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Kingu słyszę/słyszałam wiele, ale do tej pory jakoś nie miałam okazji by poznać jego twórczość, a żadna z poznanych mi książek przez recenzje, nie zachwyciła tak by od razu ją mieć. Z tą jest podobnie, wydaje się ciekawa, ale jakoś nie ciągnie mnie w specjalny sposób.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, King i małe miasteczka, na samą myśl można dostać gęsiej skórki. ;) Takich bystrych chłopców też chyba u niego nie brakuje. Nie jestem wielką fanką tego pisarza, wolę ekranizacje jego powieści od ich książkowych pierwowzorów, ale czasami naczytam się takich pozytywnych recenzji i mam ochotę sięgnąć po Kinga.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  4. "Miasteczko Salem" było przekleństwem mojego dzieciństwa. Grzbiet miał połyskujące (jak hologram) litery, które błyszczały nocą. Wiedziałam już, że to horror, więc potęgowało to strach. Spać przez ten błysk nie mogłam. Z czasem zapomniałam o książce. Przypomniałam sobie, gdy miałam 12 lat i zaczęłam przeglądać regały w poszukiwaniu czegoś dobrego. Wtedy trafiłam na Kinga. To chyba od tej książki zaczęło się szaleństwo poszukiwania nowych doznań literackich. Wtedy King robił na mnie wrażenie, dzisiaj wiem już, że szału nie robi, bo utrzymuje swoją prozę w jednej, dość przewidywalnej konwencji. Lubię jego pomysły, ale czasem wydają mi się zbyt "tanie"(?) - jak "Smętarz dla zwierzaków", ale wciąż do nich zaglądam. Najchętniej czytam te powieści, które konwencji horroru się wymykają, jak na przykład "Dolores Claborne". Jestem zbyt małym żuczkiem, by mistrzowi doradzać, ale myślę, że śmiało mógłby iść w literaturę obyczajową i porzucić horrory.
    Podoba mi się Twoja recenzja. Mówisz o swoich odczuciach w czasie lektury, nie o samej jej treści, jak to się często zdarza. O to przecież w literaturze chodzi - by wywołać emocje.
    Do pozostałych czytelników: przeczytajcie kilka pozycji. Warto wiedzieć, dlaczego Kinga nazywa się "mistrzem". Warto szukać książek, które nie są do siebie zbliżone tematycznie. Polecam na przykład zestaw: "Lśnienie", "Dolores Claiborn" oraz "Pokochała Toma Gordona". Każda mówi o innym rodzaju strachu człowieka i najlepiej moim zdaniem pokazuje to, o czym mówi sam King. Że stara się odwoływać w swojej twórczości do najpospolitszych człowieczych lęków.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że polecasz tutaj inne książki Kinga :) Będę wiedziała teraz po co wcześniej sięgnąć. Jak mówiłam to moja pierwsza książka tego autora, więc jeszcze nie mogę stwierdzić, że ma utarte schematy i "tanie" pomysły. Przekonam się, jak przeczytam więcej tytułów.
      Na szczęście moja okładka jest bez tych połyskujących liter, ale domyślam się, że na dziecko musiało to działać :)
      Pozdrawiam i dziękuję za wyczerpujący, ale bardzo przydatny komentarz :)

      Usuń
    2. O to mi właśnie chodzi, żeby nie obrzydzić sobie Kinga przez czytanie zbliżonych klimatem tytułów. Ja właśnie tak zrobiłam, ale nie dawało mi spokoju, czemu go ludzie tak wielbią. Dzisiaj opisać tego, nie umiem, ale chyba też przyznam mu miano "mistrza".
      PS. Aż mi głupio, że się tak rozpisałam - ale ja gaduła jestem :)

      Usuń
  5. Ciekawe jest że przez niektórych fanów Kinga ta książka jest uważana za najsłabszą ;-) Więc jeżeli to jest najgorsze to właściwie nie ma co się dziwić że jego nazwisko jest synonimem świetnej prozy i niesamowitych historii. Nawet tak błachy i pospolity temat jak wampiry King potrafił przekuć na świetny horror. Mam parę obiekcji co do tej historii, ale i tak to nie przyćmiewa wielkości Stephena ;-)
    Zainteresowanych, zapraszam także do mojej recenzji książki "Miasteczko Salem"

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Licencja na czytanie , Blogger