10:22:00

182. "Czasami kłamię" Alice Feeney

182. "Czasami kłamię" Alice Feeney

Tytuł: Czasami kłamię
Autor: Alice Feeney
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal, W. A. B
Premiera: 8.11.2017
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Tytuł oryginalny: Sometimes I lie
Liczba stron: 400

Są trzy rzeczy, które powinniście wiedzieć o tej książce:

1. Amber jest w śpiączce, ale jej świadomość pracuje na wysokich obrotach, żeby przypomnieć sobie wydarzenia sprzed wypadku. Uwierzcie, śledzenie akcji z perspektywy nieprzytomnej osoby wcale nie jest takie nudne, jak mogłoby się wydawać.
2. Cofamy się do dzieciństwa Amber, aby zobaczyć, gdzie to wszystko się zaczęło.
3. Kiedy zaczniesz myśleć, że już rozgryzłeś zagadkę, zapewne jesteś w wielkim błędzie.

Czasami kłamię to debiut Alice Feeney, dziennikarki BBC. Feeney wykorzystała swoje doświadczenie z pracy w stacji, doskonale zdawała się wiedzieć co zrobić, żeby od pierwszego momentu przyciągnąć moją uwagę. Jak tylko zaczęłam czytać książkę, wiedziałam, że nie odłożę jej, dopóki nie dowiem się prawdy. A biorąc pod uwagę fakt, że główna bohaterka czasami kłamie, trzeba dokopać się bardzo daleko, aby odkryć jej sekrety.

Poznajemy Amber kiedy leży w śpiączce w szpitalu. Jej ciało nie odpowiada na bodźce, ale jej umysł powoli budzi się i zaczyna szaleńczą bieganinę myśli, aby przypomnieć sobie dni sprzed wypadku. Nie mogąc zadawać nurtujących jej pytań, zdana jest na swoich gości, którzy nie krępują się prowadzić rozmów w obecności nieprzytomnej kobiety. Tylko czy uda się jej odtworzyć przebieg wydarzeń, mając tak mało informacji? Czy też będzie musiała cofnąć się do swojego dzieciństwa, gdzie (być może) wszystko się zaczęło?

Amber miała trudne dzieciństwo, które ukształtowało ją i wpłynęło na dorosłość. Chociaż wzięła ślub, pracuje w popularnym programie radiowym, czegoś ciągle jej brakuje. Życie w cieniu siostry, mąż podejrzany o zdradę, walka z demonami przeszłości... Nie jest jej łatwo. Zwieńczeniem wszystkiego jest wypadek samochodowy, w wyniku którego Amber zapada w śpiączkę. Tylko czy to na pewno był wypadek? Wszystko wskazuje na to, że ktoś maczał w tym palce. Nie ma co się dziwić, że kobieta była podejrzliwa i miała swoje sekrety. Pytanie jest jedno: skoro ona nie ufa nikomu, czy my możemy zaufać jej?

Spodziewałam się, że dostanę lekki thriller, jakieś czytadełko, które na chwilę umili mi jesienną szarugę. Owszem, dostałam historię, w której nie ma rozlewu krwi, akcja nie leci na złamanie karku, ale nie jest to wcale potrzebne. Feeney postawiła na psychologiczne zagrywki, poczucie niepewności. Ciągle miałam w głowie ostrzegawcze światełko, które mówiło mi, że coś jest nie tak, coś się nie zgadza. Wątek jest tak dobrze skonstruowany, tak zaskakujący, że dopiero mając rozwiązanie na tacy, połączyłam ze sobą wszystkie kwestie i szczegóły. Robiąc wielkie „woooow” musiałam zamknąć książkę i poświęcić chwilę na dopasowanie wszystkich elementów układanki, żeby z ukontentowaniem stwierdzić, że zostałam wyprowadzona w pole przez autorkę.Dokładnie tak jak lubię. 

Z czystym sumieniem mogę Wam polecić Czasami kłamię. Ma w sobie wszystko, czego mogłam oczekiwać od thrillera psychologicznego. Aż żałuję, że nie mogę zapomnieć tej historii, żeby przeczytać ją jeszcze raz. Wciąga, miesza w głowie, zaskakuje, intryguje. Naprawdę udany debiut Alice Feeney, oby tak dalej.

Tylko pamiętajcie, każdy czasami kłamie...

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.

Recenzja znajduje się również na:

22:58:00

181. "Niebezpieczna dziewczyna" K. L. Slater

181. "Niebezpieczna dziewczyna" K. L. Slater

Tytuł: Niebezpieczna dziewczyna
Autor: K. L. Slater
Wydawnictwo: Amber
Premiera: 28.09.2017
Tłumaczenie: Stefan Drzazga
Tytuł oryginalny: Safe with me
Liczba stron: 352

Anna miała tylko piętnaście lat, gdy na jej rodzinę spadła tragedia. Nawet kilkanaście lat później, kobieta wciąż nie radzi sobie z poczuciem straty, żyje w osamotnieniu, pielęgnując w sobie krzywdę i nienawiść do osoby, która według niej doprowadziła do katastrofy. Kiedy staje się świadkiem wypadku, a za kierownicą rozpoznaje Carlę, kobietę która zniszczyła jej życie, wprost nie może uwierzyć w swoje szczęście. Podobno zemsta jest najlepsza, gdy poda się ją na zimno. Anna krok po kroku planuje swoją wendetę, jednak żaden plan nie może być doskonały, jeżeli nie wiesz komu możesz zaufać…

Slater działa od pierwszych stron: najpierw wzbudzi twoje zaufanie, aby później stopniowo je podburzać. Historia zaczyna się od Anny, która wcześnie straciła bliskich. Osamotniona, pogrążona w poczuciu krzywdy i złości, nie radzi sobie z codziennością. Gdy przypadkowo zauważa kobietę, którą obwinia o krzywdę, jej wspomnienia wracają z jeszcze większą intensywnością, domagając się, aby dała upust swoim emocjom. Aż zaczęłam jej współczuć, przecież jest ofiarą, a tragedia odbiła się na całym jej życiu. Tylko czy każda jej decyzja, każdy krok, który podejmuje, jest słuszny? A może nic nie jest takie, jakie się wydaje?

Autorka doskonale bawi się kosztem czytelnika. Chociaż ukazuje akcje z perspektywy kilku osób, odnosiłam wrażenie, że im więcej się dowiadywałam, tym mniej rozumiałam. Wciąż nie mogłam połączyć elementów, które zostały mi podawane, ciągle miałam jakieś wątpliwości. Czy jej na pewno można ufać? Czy dobrze rozumiem jej zachowanie? Podczas lektury cały czas zastanawiałam się, kto ma bardziej namieszane w głowie: główna bohaterka czy ja. Śledząc jej tok rozumowania, widziałam jego zalety; towarzysząc Carli czy starej sąsiadce, Joan, również się z nimi zgadzałam. A każda myślała co innego!

Niebezpieczna dziewczyna to thriller psychologiczny, który sprawi, że dwa razy zastanowisz się, zanim wpuścisz obcą osobę do swojego życia. Czytając książkę myślałam nad zaufaniem, nad bezinteresownością ludzkich uczynków. Slater mocno narusza oba aspekty, pobudza wyobraźnię, przez co u każdego można doszukiwać się nieszczerych intencji.

Podobno jest to książka dla fanów Dziewczyny z pociągu. Nie wiem, nie czytałam, więc nie potwierdzam (ale i nie zaprzeczam). Mogę powiedzieć jedno – mi się podobało. Czytało mi się szybko, wciągnęła mnie historia, namieszała w głowie, a przy zakończeniu zrobiłam zaskoczoną minę, więc jestem na tak.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Amber.

>> PATRONAT MEDIALNY<<

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Bonito || Empik || Gandalf

08:47:00

180. "Dzień czwarty" Sarah Lotz

180. "Dzień czwarty" Sarah Lotz

Tytuł: Dzień czwarty
Autor: Sarah Lotz
Cykl: Troje (tom 2)
Wydawnictwo: Akurat
Premiera: 2.08.2017
Tłumaczenie: Maciej Wacław
Tytuł oryginalny: Day four
Liczba stron: 416

Dzień czwarty to drugi tom cyklu Troje. Poprzednia część mi się podobała, jednak nie wzbudziła we mnie ochów i achów, których oczekiwałam. Kiedy pojawiły się zapowiedzi nowego tytułu, stwierdziłam, że zrobię drugie podejście do twórczości autorki i może tym razem dam się pochłonąć historii. Na pewno nie jest to najlepszy thriller jaki czytałam, ale zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu niż Troje.

Zbliża się Sylwester, a setki ludzi postanawia spędzić go na statku. Nowy Rok nie zaczyna się jednak szczęśliwie. W skutek awarii okręt zatrzymuje się w miejscu, a pasażerowie zostają odcięci od świata. Zamiast snuć plany na kolejny rok, muszą wymyślić jak przetrwać do momentu naprawy usterki. Nie jest łatwo, gdy na statku rozprzestrzenia się wirus, jedzenie musi być racjonowane, kapitan nie udziela informacji o jakiejkolwiek pomocy, dochodzi do aktów przemocy, zaś niektórzy zaczynają widzieć rzeczy, które nie mają prawa bytu…

Sarah Lotz ukazuje wydarzenia z punktu widzenia wielu postaci. Było to strzałem w dziesiątkę, dzięki temu mogłam śledzić akcję w kilku miejscach, nie będąc przywiązana do jednego bohatera. A na statku działo się sporo, od przelotnych romansów, poprzez bójki, do zjawisk nadprzyrodzonych. Właściwie każda z opisanych osób miała jakieś „przygody” na statku, u każdego coś się działo, nie było wielkich przestojów akcji. Bohaterowie nie zawsze mieli ze sobą kontakt, często w ogóle się nie znali, mimo to ich historie zazębiały się, prowadziły do wspólnego zakończenia.

Czy był tam dreszczyk emocji? Byłam zaintrygowana fabułą, chciałam wiedzieć co będzie dalej i z chęcią kontynuowałam lekturę. Nie byłam jednak przerażona, nie odczuwałam napięcia, nie zmroziło mi krwi w żyłach. Pomysł był dobry, chociaż na pewno nie oryginalny i wyjątkowy, a zapewne znawcy tematu byliby w stanie podać znacznie mroczniejsze opowieści (chętnie się z nimi zapoznam).

Jak wspomniałam wcześniej, akcję śledziłam z perspektywy kilku bohaterów. Trzeba przyznać autorce, że udało jej się zróżnicować towarzystwo. Była starsza pani, wdowa, wraz ze swoją przyjaciółką. Asystentka znanego medium, szczerze nielubiąca swojej pracodawczyni. Bloger próbujący nawiązać kontakt z medium i udowodnić, że kobieta kłamie. Filipinka z obsługi VIPów, która poświęca się pracy, aby polepszyć swoje życie. Ochroniarz, były policjant, ukrywający wielki sekret. Lekarz, który musiał zrezygnować z kariery i podjąć się pracy na statkach. Pełna gama bohaterów, każdy inny, każdy posiadający swój sekret i znajdujący się na okręcie z różnych powodów (uwierzcie, że przynajmniej jeden z nich nie przyszedłby Wam do głowy).

Dzień czwarty nie znajdzie się w czołówce moich ulubionych książek, nie był również mrożącym krew w żyłach thrillerem, jak zapowiadano, ale był ciekawą lekturą. Przeczytałam ją szybko, odprężyłam się przy niej, więc spełniła swoje zadanie. Zaprawieni w bojach czytelnicy mogą nie być zachwyceni historią, ale mniej oczytani w thrillerach powinni być zadowoleni. Ja jestem i na pewno znów sięgnę po powieść Sarah Lotz. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat oraz Business&Culture.

Recenzja znajduje się również na:

08:09:00

179. "Kroniki Jaaru. Księga luster" Adam Faber

179. "Kroniki Jaaru. Księga luster" Adam Faber

Kroniki Jaaru. Księga luster to pierwszy tom z serii, a także pierwsza powieść Adama Fabera. Książka przyciąga przepiękną okładką, mocną reklamą, a także opisem na okładce. Gdyby Harry Potter był dziewczyną, nazywałby się Kate Hallander! Jako miłośniczce Pottera nie wypadało odmówić lektury. Czy wciągnęła mnie równo mocno, co seria o młodym czarodzieju?

Kate mieszka u swojej ciotki w Londynie. Chodzi do szkoły, plotkuje z przyjaciółką, myśli o chłopakach i denerwuje się na rodzinę. Jej życie nagle przestaje być takie zwyczajne, gdy w sklepie z czarodziejskimi rzeczami dostaje Księgę Luster, opasłe tomiszcze pełne zaklęć. Rzucony z ciekawości miłosny urok odmienia wszystko, jednak nie w tym kierunku, w którym oczekiwałaby Kate. Dziewczyna trafia do równoległego świata, Jaaru, zamieszkanego przez magiczne istoty. Tymczasem z czarodziejskiego sklepu znika zaczarowany kamień, a w Jaarze pojawia się tajemnicza nimfa Erato, skrywająca przed wszystkimi niegodziwy plan.

Po tym jak Kate Hallander nazwana jest żeńską wersją Harry’ego Pottera, wiele skojarzeń z książki nasuwa się samo. Londyn. Wychowywana przez ciotkę. Tajemniczy sklep w środku miasta, mijany przez setki mieszkańców. Zaczarowany kamień. Początkująca czarownica, która nie wie o swoim magicznym pochodzeniu. Walka z wężem. Magiczne lustro. Tak niewiele potrafię, ale pokonam doświadczonego maga. I chociaż tak wiele motywów kojarzyło mi się z ukochaną serią Rowling, to jednak nie czułam się tymi podobieństwami zrażona, a wręcz wywoływały na mej twarzy delikatny uśmiech, miłe skojarzenie. Nie jest to chamskie odwzorowanie na znanej historii, bo – pomijając wspomniane wyżej nawiązania – opowieść jest całkiem inna, a świat stworzony przez autora wyjątkowy, odmienny.

Jaar musi być piękną krainą. Zieloną, barwną, tętniącą życiem. To zaczarowane miejsce, pełne magicznych stworzeń, zarówno tych dobrze znanych, jak jednorożców, jak i tych nowych, np. ferów. Faber dobrze opisał tę nową krainę, czytając książkę miałam ją przed swoimi oczami, mogłam się przenieść wraz z Kate do innego świata. Mam wrażenie, że autora stać na więcej i w kolejnych częściach lepiej poznamy Jaar i jego mieszkańców.

Akcja działa się dosyć szybko. Ledwie Kate dostała Księgę Luster, już była w Jaarze, a potem uczyła się magii ze swoim ferem. Na dobrą sprawę nawet niewiele się jej nauczyła, bo od razu przeszła do praktyki i stanęła do walki z Erato. Mam wrażenie, że wszystko działo się za szybko, chociaż patrząc na to z drugiej strony, książka byłaby bardzo obszerna, gdyby autor chciał prowadzić akcję powoli, poświęcając czas na wnikliwe szkolenie Kate. Na to jeszcze przyjdzie pora w kolejnych tomach, tymczasem bohaterka miała czerpać lekcje z doświadczenia.

Czasami miałam wrażenie, że rozmowy prowadzone między bohaterami są trochę infantylne, dziecięce. Główna bohaterka ma siedemnaście lat, więc nie jest już dzieckiem, a młodzież w jej wieku obecnie szybko dojrzewa. Z jednej strony szczenięca miłość, a z drugiej… Bez spoilerów.

Kroniki Jaaru. Księga luster to ciekawie napisana powieść, która pozwala czytelnikowi przenieść się do zaczarowanego świata. Stanowi interesującą rodzimą propozycję dla młodzieży, która lubi fantastykę i magiczne wątki. Starsi czytelnicy będą się przy niej dobrze bawić, ale obawiam się, że jest to za prosta lektura dla zaprawionych w boju miłośników książek. Chociaż ja, mając ćwierćwiecze za sobą, spędziłam z nią miło czas. Z chęcią też zrelaksuję się przy kolejnej części, jeżeli będzie napisana równie lekko i przyjemnie, jak ten literacki debiut. 

 Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.
Recenzja znajduje się również na:

22:43:00

178. "Przeczucie" Tetsuya Honda

178. "Przeczucie" Tetsuya Honda

PRZEDPREMIEROWO!! 
16.08.2017
  
Lubię kryminały, chociaż wiele osób pewnie zarzuciłoby mi, że jako ich fanka nie znam takich bestsellerowych autorów jak Jo Nesbo, Charlotte Link, Camilla Lackberg, Katarzyna Bonda czy Remigiusz Mróz. Biorę to na klatę, bo wiem że kiedyś przyjdzie na nie pora (albo i nie, bo będę miała inne tytuły na oku). Chociaż nie czytałam nic z wyżej wspomnianych pisarzy, to zaczytywałam się w niszowych chińskich kryminałach Roberta van Gulika, a jego seria o sędzim Di była dla mnie świetną rozrywką. I to właśnie dzięki ich lekturze, tak szybko zdecydowałam się na Przeczucie Tetsuy Hondy, zwanego cesarzem japońskiego kryminału. Po co iść za tłumem i chwalić skandynawskie serie, skoro można poznać coś zupełnie nowego i odmiennego?

Młoda pani komisarz, Reiko Himekawa, zostaje wezwana na miejsce zbrodni. Znaleziono zwłoki zapakowane w niebieski worek, porzucone w krzakach, potraktowane niczym śmieci. W Tokio, mieście, w którym dba się o porządek. Mężczyzna był brutalnie torturowany, a ciało okaleczono nawet po śmierci. Reiko zdaje się na swój instynkt i dzięki jej intuicji zostają odnalezione kolejne ciała. Tylko czy przeczucia wystarczą, aby znaleźć sprawcę tych okrutnych zbrodni, gdy na szali jest zarówno życie niewinnych, jak i jej kariera?

Przede wszystkim cieszę się, że główną bohaterką jest kobieta. Młoda, piękna, ale również inteligentna i ambitna. Kobieta, która rządzi mężczyznami, śmiało stawia kroki w policyjnym świecie i nie daje się sprowadzić do roli maskotki czy posiadaczki atrakcyjnej powierzchowności. Chociaż oczywiście niektórzy panowie chętniej widzieliby ją w skąpej sukience w restauracji niż na służbowej odprawie. Reiko ma swoją mroczną przeszłość, jednak udało się jej ją pokonać i osiągnąć sukces. Nie jest ideałem, wie że popełnia błędy. Co czyni ją ludzką, przystępną i zdecydowanie mi się podoba.

Inni bohaterowie? Cała ich gama, chociaż niektórzy nie byli mocno eksponowani. Najważniejszym z nich był Kensaku Katsumata, również komisarz wydziału zabójstw. Niby stróż prawa, niby pogromca złoczyńców, a jednak totalny dupek. Tak, Kensaku Katsumata wzbudzał we mnie tak wielką złość, że gdybym mogła, to strzeliłabym mu z liścia w policzek za jego bezczelność i chamskość. Dobrze jednak, że taki ktoś pojawił się w powieści, bo dodał jej kolorytu.

Sprawa, którą miała rozwiązać Reiko była trudna, a policja miała z nią sporo problemów. Brutalność zbrodni była ogromna, zdarzyło mi się kilka razy robić przerażoną minę, gdy moja wyobraźnia dawała się ponieść opisom autora. Nie pojawiło się tutaj zbyt wiele wątków, które miały rozpraszać podczas lektury i wprowadzać chaos w głowie czytelnika. Mimo to miałam nad czym główkować, szukałam rozwiązania i dopiero pod sam koniec zdołałam rozwikłać zagadkę.

Przeczucie wciągnęło mnie od pierwszej strony. Tetsuya Honda potrafił zaintrygować mnie, przyciągnąć moją uwagę i zachęcić do dalszej lektury. Zdarzały się momenty przestoju w sprawie, ale wtedy na pierwszy plan wychodziło prywatne życie pani komisarz, przez co mogłam ją lepiej poznać, nie oddalając się zbytnio od głównego wątku. Jedyne co mogłabym uznać za słabszą stronę książki, to motyw flirtu bohaterów. Moim zdaniem było to odrobinę sztuczne, dziecinne, wyolbrzymione. Czytając książkę wyobrażałam sobie bohaterów jako zdystansowanych, profesjonalnych. Dało się odczuć, iż panuje między nimi hierarchia, wszystko jest ustalone i uporządkowane.

Polecam Przeczucie wszystkim molom książkowym, lubującym się w kryminałach. To doskonała okazja, aby przenieść się na egzotyczny wschód, poznać obcą nam kulturę. Na podstawie książek powstały dwa seriale, film telewizyjny oraz kinowy. Już wiem zatem co będę oglądać, gdy skończą mi się seriale. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

 Recenzja znajduje się również na:
Copyright © 2016 Licencja na czytanie , Blogger