160. "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" wersja ilustrowana, J. K. Rowling

15 stycznia, 2017


Harry Potter. Młody czarodziej, który podbił serca milionów ludzi na całym świecie. Nawet mugole zaczęli wierzyć w magię, gdy widzieli swoje dzieci z zapałem czytające kolejne części przygód o Chłopcu, Który Przeżył. Dla mnie to jedne z najwspanialszych wspomnień dzieciństwa, historia do której zawsze będę miała sentyment i która zawsze będzie stała na honorowym miejscu na półce. Niesamowicie ucieszyłam się, gdy Media Rodzina wydała ilustrowaną wersję Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego. Od dawna zbierałam się do ponownego przeczytania serii Rowling, a teraz nadarzyła się idealna okazja. Gdy książka dostała się w moje ręce, byłam bardzo szczęśliwa, że powrócę do niesamowitego świata Pottera.

Na progu rodziny Dursley’ów ląduje roczny Harry Potter. Na jego czole widnieje blizna w kształcie błyskawicy, o której znaczeniu dowie się lata później. Żyjąc w niemagicznym świecie pod okiem okropnego wujostwa, chłopiec nie wie, że jest wyjątkowy. W dniu jedenastych urodzin odkrywa prawdę – jest czarodziejem. Trafia do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, miejsca gdzie zazna miłości, przyjaźni, a także wielu przygód, często niebezpiecznych. Zło, które na długo opuściło świat, będzie chciało powrócić…


Zaczynając – kolejny raz, tak około dwudziestego – Harry Potter i Kamień Filozoficzny, czułam się jak dziecko. Pełne szczęścia, odprężone, pozbawione problemów. Czytałam powieść podczas świąt, więc tym większą magię czułam dookoła siebie. To było wspaniałe kilka godzin, gdzie uśmiechałam się pod nosem, ponownie odkrywając radość z czytania o trójce dzielnych przyjaciół. Moment, gdy Harry dowiaduje się o swoim pochodzeniu i jego życie odmienia się; gdy poznaje Rona i od razu zostają przyjaciółmi (wspólne jedzenie czekoladowych żab łączy ludzi); początkowa niechęć do przemądrzałej Hermiony; ukochany Norbert, norweski smok kolczasty Hagrida; dzielny Neville, dumny Malfoy, aż wreszcie pierwsze spotkanie z Voldemortem. Tyle wspomnień!

Ilustrowane wydanie książki podbiło moje serce. Jim Kay stanął na wysokości zadania i oddał urok opowieści. Jestem tym bardziej zachwycona, że ilustrator pokazał swoją wizję miejsc i bohaterów, nie wzorując się na aktorach, którzy zagrali w filmach. Przepiękne rysunki, autor zadbał o szczegóły. Już na samym początku zostałam kupiona, gdy tylko zobaczyłam małego Dudley’a. Uroczy chłopak. Wszystko jest dopracowane, nawet te okropne pająki, które straszyły mnie podczas czytania.

Gdybym była dzieckiem i otrzymała taki prezent, byłabym wniebowzięta! Dzięki przepięknym rysunkom Kaya, można poczuć magię opowieści, przenieść się do nowego świata. Kolorowe, przyciągające wzrok ilustracje są idealnym odzwierciedleniem dla historii. Książka sama w sobie jest jednym z najlepszych tytułów dla dzieci i młodzieży (i nie tylko), a teraz jest jeszcze lepsza, jeszcze ciekawsza.


O tym, jak wspaniale wydana jest książka świadczy fakt, iż spodobała się ona mojej Babci! Moja kochana Babcia zawsze mówi, że na co mi tyle książek, gdzie to trzymać. Myślałam, że na wieść o drugim egzemplarzu tej samej historii będzie kręcić głową, a ona tymczasem była pod wrażeniem. Mam nadzieję, że wszystkie tomy zostaną wydane w wersji ilustrowanej, gdyż dla fanów Pottera jest to niebywała gratka, zaś dla dzieciaków, które dopiero zaczynają przygodę ze światem Rowling – cudowny, zachęcający do czytania prezent. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.


Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Bonito || Empik || Gandalf

159. "Czterdzieści i cztery" Krzysztof Piskorski

08 stycznia, 2017


Krzysztof Piskorski był trzykrotnie nominowany do Nagrody Literackiej im. Janusza Zajdla, a otrzymał ją za powieść Cienioryt. Jego kolejna książka, Czterdzieści i cztery, to zarazem moje pierwsze spotkanie z jego twórczością.

Jest rok 1844. Wcześniejsze odkrycie energii próżni sprawiło, że niektóry wojny zakończyły się inaczej niż powinny, a kraje Europy podbijają równoległe światy. W całym tym zamieszaniu musi odnaleźć się Eliza Żmijewska, zwerbowana do wykonania wyroku za zdradę na polskim przedsiębiorcy. Tymczasem wszystkie kraje szykują swoje armie do wojny, a z innych światów nadciągają niebezpieczne stworzenia, które również mogą odmienić losy.

Książka Piskorskiego to fikcja literacka, w którą autor wplótł autentyczne wydarzenia i postaci, jak Emilia Plater, Juliusz Słowacki czy Adam Mickiewicz. Chociaż Ci dwaj w zupełnie nowych, nieznanych nam wcześniej rolach. W posłowiu pisarz wyjaśnia, że podczas zbierania materiałów do książki znalazł wiele ciekawostek. Niektóre z nich ujął w swojej historii, dając tym samym szansę zainteresowanym na zgłębienie tej wiedzy i sprawdzenie informacji. Dla mnie, jako zwykłej czytelniczki, zabieg ten był interesujący. Nieźle się bawiłam czytając o naszych polskich wieszczach, maczających palce w wojnie, a także o portalach do innych światów, które znajdowały się na terenie Polski.

Czterdzieści i cztery na pewno jest napisana z rozmachem, gdyż jej akcja dzieje się w kilku krajach i ich równoległych odpowiednikach. W każdym z tych światów historia mogła potoczyć się inaczej, któraś bitwa zakończyć innym wynikiem. To jak alternatywna rzeczywistość, takie co by było gdyby… Autor wymyślił sobie sposób podróży za pomocą etherowych bram, które mi skojarzyły się trochę z Gwiezdnymi Wrotami. Jak na rok 1844, świat był naprawdę dobrze rozwinięty.

Powieść Piskorskiego to jednak nie tylko fascynująca technologia i wykorzystanie energii próżni, to również słowiańska magia, której kapłanką była Eliza Żmijewska, a także nieznane wcześniej stwory, żyjące w innych światach. Zapałałam wielką sympatią do jednego z tych stworzeń. Xa’ru był, można tak chyba powiedzieć, wielkim owadem. Jego wątek stanowił dla mnie jeden z ciekawszych dodatków w tej historii.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Krzysztofa Piskorskiego przebiegło pomyślnie. Jestem pozytywnie zaskoczona. Książkę czytało mi się szybko dzięki lekkiemu stylowi, który autor posiada, a także intrygującym pomysłom, które wprowadził do swojej powieści. Być może nie jest to najlepsza powieść fantasy jaką ostatnio czytałam, ale na pewno warto zwrócić na nią uwagę. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Matras || Bonito || Empik || Gandalf  

158. "Druga szansa" Dani Atkins

03 stycznia, 2017


Druga szansa to debiutancka powieść Dani Atkins, uznana za odkrycie roku przez The Sun. Skusił mnie opis na okładce, pozytywne opinie znalezione w Internecie, a także pochlebny komentarz mojej koleżanki. Nie miałam innego wyjście, musiałam przeczytać tę pozycję.

Wyobraźcie sobie, że Wasze szczęście nagle szlag trafia; umiera Wasz najlepszy przyjaciel, tracicie ukochanego chłopaka/dziewczynę, tracicie wiarę i nie potraficie dalej czerpać z życia wszystkiego, co najlepsze. A potem nagle staje się cud, dostajecie drugą szansę, budzicie się w zupełnie nowej rzeczywistości, gdzie macie świetną pracę, grupę wiernych przyjaciół i jesteście w udanym związku. Właśnie tak zmienia się życie Rachel, głównej bohaterki powieści Dani Atkins.

Opis książki jest ciekawy, moją uwagę przykuł. Wielu osobom może się jednak wydawać, że to kolejna ckliwa historia, przewidywalna. Tymczasem ja zostałam zaskoczona, i to jak najbardziej pozytywnie. Wciągnęłam się od samego początku, tak że pochłonęłam Drugą szansę w przeciągu jednego dnia. Nie mogłam się oderwać, przeżywałam losy Rachel, dzieliłam się z koleżanką wrażeniami i chociaż chciałam wiedzieć co będzie dalej, nie pozwoliłam jej zabrać sobie przyjemności z lektury poprzez jakikolwiek spoiler.

Czym tak bardzo autorka przykuła moją uwagę? Ma lekki styl, przez co czyta się naprawdę szybko i z łatwością. Sam pomysł z nagłym obudzeniem się w nowej rzeczywistości nie jest nowy, zaskakujący, ale fabuła mimo to nie była oklepana, cały czas mnie intrygowała. Bohaterowie wzbudzili moją sympatię, przez co chciałam wiedzieć jak potoczy się ich życie. Czy tym razem los będzie dla Rachel łaskawszy? Czy jej nowe życie będzie szczęśliwsze, a ona otworzy się na miłość i wykorzysta daną jej szansę?

Pisałam, że fabuła nie była banalna. Tym bardziej nie było takie zakończenie. Atkins mocno mnie zaskoczyła, wywróciła moje czytelnicze serducha do góry nogami, wzruszając do łez. Owszem, jestem miękka i często zdarza mi się płakać przy lekturze, ale mimo to muszę przyznać, że po odłożeniu książki na bok na usta cisnęło mi się tylko „tak się nie robi!”. Ale to właśnie dzięki temu zakończeniu, które tak mnie zdumiało, historia wyróżnia się na tle innych podobnych opowieści.

Jeśli szukacie lekkiej kobiecej powieści, z wrażliwszą nutką, Druga szansa jest idealnym pomysłem. Ja jestem zadowolona z lektury i już teraz czekam na drugą książkę pióra Atkins. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.  




Recenzja znajduje się na:

157. "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" J. Thorne, J. Tiffany, J. K. Rowling

22 grudnia, 2016


Pamiętam jak lata temu wystawałam po nocach w księgarni, aby odebrać nowe części Harry’ego Pottera. Musiałam mieć książki od razu, żeby bezzwłocznie zabrać się za czytanie. Uwielbiałam wracać do świata pełnego magii. Gdy usłyszałam o tym, że pojawi się Harry Potter i Przeklęte Dziecko, znów poczułam lekki dreszczyk emocji. To jak powrót do czasów dzieciństwa. Ale czy na pewno udany?

Zacznę od tego, że do lektury podchodziłam z dystansem. I to podwójnym. Po pierwsze jest to zapis scenariusza, a nie klasyczna powieść. Po drugie – i chyba najważniejsze – autorką nie jest J. K. Rowling, ona tylko czuwała nad pracą Jacka Thorne’a i Johna Tiffany’ego (nie dajcie się zwieść temu, iż jej nazwisko podane jest większą czcionką). I chociaż pragnęłam wrócić do zaczarowanego świata, wiedziałam że rzeczywistość może mnie łatwo dogonić. Stwierdziłam, że będzie fajnie, jak nie będę oczekiwała rowlingowego Harry’ego to się nie zawiodę. Mniejsze oczekiwania, mniejszy upadek.

Tymczasem zostałam ogromnie rozczarowana. Wiedziałam, że to nie będzie to samo, ale zupełnie abstrahując od faktu, że nie jest to książka napisana przez Rowling, była ona słaba. Serce mnie boli pisząc to, gdyż kocham Pottera, ale taka jest brutalna prawda. Autorzy ani trochę nie oddali magii, którą posiadała pisarka. Nie czułam ekscytacji, nie miałam ochoty rozsiąść się wygodnie i zaczytać, przenieść do świata czarodziejów, nie czułam takiego ciepła i fantastycznego klimatu.

Bohaterowie byli drętwi, sztuczni. I okropnie infantylni. Miałam wrażenie, że z przyjaźni, która wytworzyła się lata temu, nie zostało nic. Nie czułam łączącej ich więzi, miłości. A przecież tyle przeszli razem. Ich zachowanie było momentami dziecinne, podobnie jak dialogi. Za proste jak na dojrzałe osoby, które wiele w życiu doświadczyły. Wszystko było takie… płytkie. Thorne i Tiffany nie tylko nie wykreowali postaci na miarę Rowling, co nie stworzyli ciekawych i wartościowych bohaterów na własny użytek.

Książkę czytało mi się szybko, dzięki formie w jakiej jest podana. Chociaż bohaterowie mnie rozczarowali, to byłam zainteresowana fabułą. Pomysł sam w sobie był dobry, chciałam wiedzieć jak zakończą się poczynania młodego Albusa i jego przyjaciela Scorpiusa. Podróże w czasie, maczanie palców w przeszłości i pokazanie jak drobna zmiana może wpłynąć na bieg wydarzeń i jak czasem niewiele może brakować, by przyszłość wyglądała inaczej. Czytałam lepsze historie, ale ten pomysł nie był zły.

Nie radzę myśleć o Harrym Potterze i Przeklętym Dziecku jako kontynuacji kultowego cyklu Rowling, bo mocno się zawiedziecie. Cieszcie się powrotem do tego zaczarowanego (chociaż kompletnie odmiennego) świata, potraktujcie to jako krótką odskocznię, alternatywną „rzeczywistość”. W ten sposób może nie poczujecie się jak małe dziecko, które z niecierpliwością czeka na ulubiony deser, a w zamian dostaje zupełnie coś innego. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

Recenzja znajduje się również na:
Lubimy czytać || Matras || Bonito || Empik || Gandalf
 
FREE BLOGGER TEMPLATE BY DESIGNER BLOGS